Blog > Komentarze do wpisu

Na Starym Rynku poszli po rozum do głowy

strynwidok

Wnioski z remontu Alej i pl. Biegańskiego, z popełnionych tam błędów, zostały wyciągnięte! - konstatuję z radością przeglądając warunki przetargu na zaprojektowanie Starego Rynku. Ale mam też kilka poważnych wątpliwości związanych z samym konkursowym projektem.

Zwycięska pracownia musi rzecz jasna działać wg koncepcji, która zwyciężyła w konkursie architektonicznym sprzed roku. Ale też ma uwzględnić uwagi sądu konkursowego, oraz dołożone do przetargu "wytyczne zamawiającego". Bardzo sensowne - dodam.

Parkowanie wokół płyty Starego Rynku ma być więc równoległe. Świetnie - bo do jakiego bałaganu i problemów prowadzi skośne widzimy na co dzień w Alejach. "Elementy wygrodzenia powinny skutecznie uniemożliwiać wjazd na płytę rynku"...  - to kolejny ważny zapis. Znów odwołam się do Alej, gdzie słupki rozstawiono za rzadko i w rezultacie auta kompletnie nie trzymają się wyznaczonej linii, wpychając się pod ściany kamienic.

Także "wzdłuż ul. Mirowskiej należy zaprojektować wyłącznie równoległe miejsca parkowania z odpowiednimi zabezpieczeniami gwarantującymi stosowanie się do takiego założenia" [podkreślenie moje - th] . Brawo! Wyznawana dotąd przez naszych drogowców wiara, że polski kierowca będzie się stosować do tabliczki pod znakiem "P" pokazującym sposób zatrzymania auta - świadczy o naiwności. Kierowcom trzeba pomóc w przestrzeganiu przepisów odpowiednim urządzeniem ulicy.

Pewnie wielu będzie zgrzytać zębami, bo łatwiej parkować skośnie. Pewnie, że tak - ale nie można wszystkiego podporządkowywać wygodzie kierowców, bo nie są oni jedynymi użytkownikami miasta.  Przestrzeń uliczna jest ze swej natury ograniczona a skośne parkowanie zajmuje za dużo miejsca. Zresztą, jak trzeba, to kierowcy jednak potrafią parkować równolegle: wystarczy zobaczyć równiutki rząd samochodów na ul. Dąbrowskiego naprzeciw sądu czy stojące precyzyjnie przy krawężniku na Jasnogórskiej na wysokości dawnego WSP.

Lećmy dalej: "powierzchnie przeznaczone do parkowania powinny łatwo dać się odróżnić od powierzchni przeznaczonych do prowadzenia ruchu pieszego i kołowego oraz wjazdów bramowych (bez konieczności stosowania dodatkowego oznakowania pionowego i poziomego)". To kolejna lekcja odrobiona z Alej, gdzie musiano ustawić las znaków z początkiem i końcem parkowania przy każdej bramie, bowiem wjazdów bramowych nie wyróżniono rysunkiem posadzki. W efekcie kierowcy mieli i mają problemy z zorientowaniem się, czy nie zastawiają wjazdów na posesje.

Ale przede wszystkim odróżnienie fakturą nawierzchni miejsc postojowych od trotuarów zrywa z tą wielką polską patologią, jaką jest wmówienie rodakom, że chodniki są do jeżdżenia. Tak, tak, spójrzmy znów na Aleje: miejsca do parkowania nie są częścią jezdni (jak w całym cywilizowanym świecie) lecz częścią chodnika. Tym samym zasygnalizowano ludziom, że tak powinno być - choć to jest właśnie ta polska patologia. W Europie, zwłaszcza południowej, można spotkać dziwacznie zaparkowane auta, czasem nawet na rondzie - ale nikomu do głowy nie przyjdzie wjechać na chodnik. U nas odwrotnie: przyjęło się, że parkowanie na trotuarze to norma, bo jezdnia jest od jeżdżenia. Dzieje się tak nawet na bocznych osiedlowych uliczkach, gdzie nie ma zakazu parkowania - a mimo to 9 na 10 kierowców zamiast stanąć przy krawężniku, wjeżdża dwoma kołami na chodnik "by nie przeszkadzać jeżdżącym". A to, że przeszkadzają pieszym już ich nie obchodzi. Otóż nie - jezdnia jest nie tylko do jeżdżenia ale i do parkowania.

Jeszcze raz odwołam się do Alej, gdzie wspomniana patologia posunięta jest do granic: z powodu skośnego parkowania piesi mają do swojej dyspozycji mniej niż połowę szerokości chodnika! (auta zajmują pięć "kratek", piesi cztery). Dlatego warunek z przetargu na Stary Rynek, że miejsca postojowe nie są częścią chodnika lecz jezdni - uważam za symboliczną zmianę w polityce przestrzennej. Oby to nie był wyjątek!

Miasto chce też, by - w porównaniu do zwycięskiego projektu - poszerzyć zewnętrzne chodniki, by zmieściły się na nich letnie kawiarenki. To z kolei nauczka z pl. Biegańskiego, który jest trudny do zaktywizowania, bo nie "opiera się" o pierzeje. Tym samym letnia kawiarenka nie może być zwykłym "przedłużeniem" kawiarni zlokalizowanej w budynku, ale samodzielnym bytem, o którego "narodziny" nie jest łatwo. Na Starym Rynku pierzeje są i z czasem może zawita na parterach gastronomia - a ona wymaga też miejsca na letnie ogródki.

Ważnym punktem "wytycznych" jest zieleń. Środowisko konserwatorów niechętnie widziało na historycznym placu okalające go szpalery drzew - sugerując, że można je wstawić w donice. Będę szczery: to głupi pomysł, sparzyła się na tym Warszawa "donicując" zwężoną po wybudowaniu metra ul. Świętokrzyską. Teraz postanowiono posadzić drzewa w glebie... Odsyłam też konserwatorów na Rynek Główny w Krakowie gdzie drzewa rosną wzdłuż dwóch pierzei!

Zwycięzca konkursu architektonicznego na częstochowski Stary Rynek na jednej ze swych wizualizacji umieścił nawet dwa rzędy drzew:

stryndrzewa

Z wytycznych wynika, że będzie jeden szpaler (to i tak dobrze). I o ile się da - w ziemi a nie w donicach. Wg miejskich wskazań drzewa powinny rosnąć na zewnętrznych chodnikach, ale gdyby nie dało się ich posadzić w równym rytmie - z uwagi na sieci podziemne ale także piwnice kamienic, które wychodzą poza ich obrys i znajdują się też pod chodnikiem - drzewa mają być posadzone po obrysie płyty rynku.

Zieleń ma duże znaczenie, by nie powstała nieprzyjazna "patelnia". Przyznam, że te drzewa "szczotki" tworzące szpalery nie przypadły mi do gustu - cienia one latem nie dadzą, a i nie będzie na czym zawiesić oka. Lepsze byłyby "normalne" drzewa, jak w innej konkursowej pracy:

z17494691Q

Na marginesie: ta zwycięska, wg której robiony jest teraz projekt, nie była moim faworytem. Bardziej podobała mi się propozycja Bygg Architecture Piotr Szcześniak, Eindhoven (Holandia), w której wymagane w konkursie miejsce ekspozycji rzeźb Jerzego Kędziory ma formę szkieletu odwzorowującego stojący tu przed wiekami ratusz. Ta praca otrzymała drugą nagrodę:

z17494692Q

Kto jest ciekawych innych jeszcze pomysłów na Stary Rynek odsyłam tutaj.

Wracając do zamawianego przez miasto projektu, bazującego na zwycięskiej pracy: ma też powstać - nie uwzględnione przez zwycięzcę konkursu - przejście dla pieszych na Mirowskiej. O które zresztą apelowałem na tym blogu. Wskazane przez MZDiT miejsce na pasy zaznaczyłem na poniższym schemacie kolorem czerwonym, choć ja bym dodał jeszcze jedno przejście: tuż przy ul. Targowej (kolor pomarańczowy):

strynrzut

Poza tym jezdnia ul. Mirowskiej, dziś przewymiarowana, ma być zwężona do normatywnej szerokości 2 x 3,5 m.

Zapowiada się więc umiarkowanie dobrze. Niepokoi mnie bowiem kilka spraw:

* drzewa-szczotki zamiast normalnych drzew dających cień

* zbyt skromny detal nie tworzący kameralnych, przyjemnych miejsc do posiedzenia. Pamiętajmy, że nikt nie będzie widział placu z perspektywy helikoptera - jak na wizualizacji, tylko z poziomu 1,5-1,8 m, bo na takiej wysokości mamy oczy. Zresztą od takiego poziomu powinno się zaczynać skuteczne projektowanie, o czym można poczytać u znanego urbanisty Duńczyka Jana Gehla

* te beznadziejne długie siedziska bez oparć! Na wizualizacji wyglądają ładnie, komponują się z całością i... tyle ich zalet, bo poza tym do niczego się nie nadają. Są niewygodne (vide pl. Biegańskiego), a ich linearny układ nie da szans na interakcje (nie sposób usiąść w cztery osoby, by ze sobą porozmawiać). W wytycznych miasta mowa jest o oparciach, więc jestem pełen nadziei...

* obawiam się też o pawilon. Zwycięzca konkursu, pracujący w Kolonii architekt Michał Bernasikm zaproponował niespotykaną u nas technologię. Szkło jest w niej nie tylko "parawanem" rozpiętym na szkielecie - lecz pełni też rolę konstrukcyjną. Chodzi o wrażenie, zwłaszcza po zmroku, gdy w środku świecą się światła - że pawilon jest cały szklany. "Wszelkie uproszczenia powodujące zmianę transparentności budynku [np. gdyby było widać stalowy szkielet - th] strywializują jego formę" - napisał sąd konkursowy. Warto zapamiętać te słowa!

Sęk w tym, że w Polsce nie ma norm na szkło konstrukcyjne a nie elewacyjne, więc będzie duża pokusa, by pójść na łatwiznę...

strynekwidok2

 /

 

piątek, 18 marca 2016, haladyj

Polecane wpisy

Komentarze
2016/03/21 22:19:02
Widzę, że szykuje się kolejny remont, którego celem jest wydanie milionów złotych (których miasto nie ma) by uzyskać dokładnie to co jest tylko trochę nowsze.
Wszystkie te projekty, które zaprezentowano sprowadzają się do powtórzenia w minimalnie łagodniejszej, bo otoczonej zabudową betonowej pustyni, do której nie będzie po co iść, a nawet jeśli to przy temperaturach jakie panują w Polsce ostatnio latem skończy się tak, że będzie trzeba plan nawadniać a piesi będą chodzili pod murami szukając cienia.

Zdaję sobie sprawę, że być może za 10 czy 15 lat, podobnie jak w 3 Alei jakoś to będzie już funkcjonować, ale może warto sobie odpowiedzieć, czy taki remont ma sens? Bo moim zdaniem nie ma żadnego i jeśli ma się skończyć na wyłożeniu nowego betonu, posadzenia przypominających krzewy kilku drzewek to lepiej już nic nie robić, a za zaoszczędzone fundusze naprawić dziury w jezdniach, chodnikach i poprawić ogólnie infrastrukturę.

Priorytetem powinno być na rynku odsłonięcie ewentualnych ruin dawnego miasta, wybudowanie przestrzeni na różne rzeźby etc- cokolwiek by ten plac nie był kolejnym betonowym placem Defilad bo to już mamy.
Już T. Wrona zafundował nam w ścisłym centrum plac Biegańskiego, którego jedyną funkcją jest bycie szlakiem dla pielgrzymów i udręką dla mieszkańców. Potrzebna nam powtórka za kolejne miliony?
-
2016/03/22 09:32:55
@adiqwerty80 Tak w uproszczeniu - nie miasto wyda miliony, a Unia. Oczywiście wiele remontów nie jest niezbędnych. Można nadal żyć w obskurnym, szarym, zniszczonym mieście. Tego chcemy?
-
2016/03/27 22:53:37
@dudi1982 miasto nie wyda? sugerujesz, że dostanie 100% dotacji?

Nawet jeśli założymy optymistyczny scenariusz 85% dotacji to zostaje 15%, których miasto po prostu nie ma i mieć nie będzie więc skończy się na kolejnym kredycie.
Po drugie - Unia sama nie "zarabia na siebie" lecz fundusze są ze składek państw członkowskich, w tym Polski, a więc tak płytkie traktowanie tematu i sugerowanie, że to nie nasze to można zmarnować jest delikatnie mówiąc nie na miejscu.

Remont tego placu jest niezbędny, tylko skoro już to robimy to, dlaczego mamy mieć dokładnie to samo co teraz, tylko nowe i za ciężkie miliardy złotych?
Jeśli już bierzemy temat remontu tego placu to należy mu nadać jakikolwiek cel, a nie tworzyć betonową pustynię z drzewami niewiele większymi od krzaków.

Powtórzę więc: remont tak, ale nie w/g tego co widzimy na tych pseudo projektach, lecz remont, który spowoduje, że coś się zmieni (kilka propozycji dałem w 1 komentarzu, nie będę się powtarzał).
Jeśli dojdzie do remontu w/g propozycji, która wygrała to po prostu zmarnujemy te miliony i tyle.
-
2016/03/29 15:40:41
Oczywiście, ze Unia nie zarabia, dlatego napisałem, że w uproszczeniu da Unia. Co do celu remontu, to w artykule jest o tym mowa, więc o co chodzi?
-
2016/03/29 16:59:36
przecież napisałem o co chodzi - o to, że te projekty prowadzą do powstania kolejnej betonowej
pustyni wzorem najgorszej rewitalizacji jaką jest niewątpliwie Plac Biegańskiego.
Skoro już wydajemy miliony to chociaż zróbmy to z sensem, czyli wykorzystajmy tę przestrzeń
w sensowny sposób a nie na kolejny plac defilad z drzewami, które nie dadzą przez całe lata cienia.

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy