Blog > Komentarze do wpisu

Zatoki - to się leczy. Czyli przypadek ul. Kiedrzyńskiej

Pod takim hasłem prowadzona jest w stolicy kampania likwidacji zatok autobusowych - rzecz jasna nie wszystkich i nie wszędzie. Ale też nie zawsze są one potrzebne, a czasem wręcz szkodzą. A to dlatego, że:

- brak zatoki jest metodą uspokojenia ruchu i zwiększenia bezpieczeństwa w najbardziej zagrożonych miejscach. Dlatego przystanki autobusowe urządza się coraz częsciej w postaci tzw. antyzatok: samochody muszą wtedy poczekać za autobusem, aż odjedzie. W Polsce wydaje się to wciąż herezją, ale w centrach europejskich miastach staje się standardem. Nie wszędzie oczywiście takie rozwiązanie można zastosować, ale należy je brać pod uwagę. Powiedzmy sobie szczerze: zatoki nie są potrzebne autobusom i ich pasażerom, lecz tym, którzy z autobusów nie korzystają, czyli kierowcom. Ich interes w polskich miastach wciąż jest w centrum uwagi, ale w Europie od dawna tak nie jest. Na pierwszym miejscu stawia się bezpieczeństwo i wygodę komunikacji publicznej i jej pasażerów

- w wielu przypadkach zatoki pogarszają konkurencyjność autobusów, które tracą czas, by włączyć się do ruchu

- zatoki pogarszają komfort pasażerów, gdyż zabierają znaczną część chodnika akurat tam, gdzie powinien on być szerszy niż w innych miejscach. Bo przecież oprócz pieszych mamy też oczekujących pasażerów. W Częstochowie taki problem mamy np. na ul. Nowowiejskiego przy tzw. Setce.

setka1

setka3

Są też miejsca, w których z powodu zatoki nie ma miejsca na wiatę w ogóle, bądź jest ona od przystanku odsunięta. Najbardziej prosi się o likwidację zatoki w al. Jana Pawła II na przystanku przy komendzie w kierunku Rynku Wieluńskiego: prawy pas al. JP2 jest tam przecież kontynuacją buspasa istniejącego przed skrzyżowaniem, wiec po co jeszcze zatoka?

jp1

jp2

Przez zatoki kierowcy maja też czasem problem z podjechaniem pod sam krawężnik, co stwarza kłopoty przy wsiadaniu i wysiadaniu mniej sprawnym pasażerom.

O akcji "Zatoki? To się leczy" można przeczytać na stronie stowarzyszenia Zielone Mazowsze - tutaj

Natomiast o fizycznych likwidacjach zatok w Warszawie pisze portal stołecznej "Wyborczej" - czytaj tutaj.

A co "leczenie zatok" mają do tytułowej ul. Kiedrzyńskiej w Częstochowie? W 2017 r. czeka ją przebudowa na odcinku od Dekabrystów do Promenady. W jej ramach powstaną bardzo potrzebne zatoki postojowe - dziś parkowanie odbywa się na poboczu na dziko - ale też zatoki przystankowe, które na tej akurat ulicy są nieporozumieniem. Tym większym, że wprowadzanie antyzatok przewiduje Plan Rozwoju Komunikacji Miejskiej przygotowany na zlecenie władz Częstochowy! Ala jak widać od słów do czynów droga daleka.

W przypadku Kiedrzyńskiej nie mam bynajmniej na myśli istniejącej zatoki tuż za skrzyżowaniem z ul. Dekabrystów, przy komisariacie. Ona jest niezbędna by autobus stojący na przystanku nie blokował zjazdu ze skrzyżowania z sygnalizacją. Inna sprawa jest jednak z parą przystanków przy skrzyżowaniu Kiedrzyńskiej z Kurpińskiego-Ponurego. Tu zatoki "potrzebne" są tylko po to, by samochody szybciej - a więc niebezpieczniej - pokonały miejsce, w którym ludzie przechodzą przez jezdnię i spieszą sie do autobusów. Przy okazji wycięte zostaną przyuliczne drzewa, co uczyni z kameralnego skrzyżowania kolejną w naszym mieście "patelnię".

Tymczasem poziom ruchu wręcz predysponuje to miejsce do zastosowania antyzatok. Tzn. można przystanki zostawić tak jak są - kierowcy albo wyprzedzą stojący autobus, bądź też gdy coś jedzie z przeciwka, poczekają - albo też zastosować np. separatory zmuszające kierowców do ustawienia się za autobusem i poczekania aż odjedzie. W tym drugim przypadku przystanki powinny być nie za lecz przed skrzyżowaniem. Czyli bezpośrednio przed przejściem.

Oto przykład z Wiednia:

wien_busboarder_oczekiwanie

Przetarg na przebudowę ulicy nie został rozpisany, jest więc czas, by go poprawić. Do czego gorąco namawiam.

Sam projekt warto też za kilka rzeczy pochwalić. Nie zdecydowano się na poszerzenie jezdni (w każdym razie w wersji, którą widziałem), uznając, że 6,5 m a nie - jak się przyjęło 7 - wystarczy. I bardzo dobrze, po co zachęcać kierowców do rozpędzania się, a im szerzej tym pokusa większa.

Dołożono też brakujące przejście dla pieszych przez Kiedrzyńską po południowej stronie skrzyżowania z ul. Zapolskiej gdzie ludzie i tak tędy przechodzą.

Jak wspomniałem, uporządkowano też w projekcie parkowanie, tworząc zatoki. Choć mogłoby być ich więcej, gdyby zrezygnowano z zatoki autobusowej, bo zajmuje ona dużo więcej miejsca niż antyzatoka - co pokazuje niniejszy rysunek:

A czego mi brakuje? Wysepki na niebezpiecznych pasach przy przychodni (tu kierowcy mają z górki), ewentualnie tzw. poduszek berlińskich, czyli progów zwalniających, które autobusy biorą okrakiem, ale zmuszające kierowców samochodów osobowych do zmniejszenia prędkości. W ogóle przesunięcie istniejącego przejścia z obecnego miejsca do skrzyżowania z Zapolskiej, z pozoru logiczne, jest jednak niefortunne, ponieważ przerywa tradycyjną i prosta drogę pieszą prowadzącą od al. AK (m.in. szkoła), następnie obok przychodni, na drugą stronę Kiedrzyńskiej do sklepów i bloków w rejonie Zapolskiej. Znam doskonale to miejsce, mieszkałem tuż obok ponad 10 lat - dlatego obawiam się, że ludzie i tak będą wydeptywać przejście w starej lokalizacji. Oto schemat:

kiedrzynska2

GSKIEDRZYNSKA

No i kwestia zieleni - pomijając wymuszone przez MZDiT wyznaczenie zatok, przez które trzeba wyciąć niektóre drzewa, na opał do kominków nie pójdą wprawdzie wszystkie - ale i tak za dużo. Część drzew ma wprawdzie zostać, niemniej z jedną z ostatnich zielonych ulic możemy się już pożegnać. Nowe drzewa  - ale małe i raczej takie na zawsze, bo dziś sadzi się gatunki, które nigdy nie utworzą "zielonego parasola".

wtorek, 10 stycznia 2017, haladyj

Polecane wpisy

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy