Blog > Komentarze do wpisu

Zagłosujcie na ławeczki do oczekiwania na zielone światło (budżet obywatelski)

Nie pomogły wpisy na tym blogu i Facebooku, interpelacja radnego, artykuł w Gazecie Wyborczej  - nowa sygnalizacja na tyłach M1 wciąż dyskryminuje pieszych. Może więc trzeba uciec się do żartu? Dlatego do budżetu obywatelskiego zgłosiłem ławeczki do oczekiwania na zielone światło.

BUDZETOBYWATPROPOZYCJA

Dyskryminacja pieszych przez tę akurat sygnalizację nie jest wypadkiem przy pracy drogowców z MZDiT. Podobnie dzieje się w wielu innych punktach miasta, gdzie zainstalowano nowe światła, ale bardzo często w wyniku „modernizacji” istniejących. Cudzysłów jest tu nieprzypadkowy, bowiem z definicji słowo to oznacza ulepszenie, a nie pogorszenie.

Przejdźmy do studium konkretnego przypadku: dla kierowców jadących ul. Michałowskiego zielone światło świeci się bardzo długo, około minuty. Ale dla równolegle idących pieszych, czyli przekraczających boczną ul. Dmowskiego, tylko kilka sekund. Po monitach drogowcy łaskawie umożliwili powtórne zapalenie się zielonego światła dla pieszych w tym samym cyklu – oczywiście po naciśnięciu guzika – i ich zdaniem sygnalizacja jest już „dostosowana do obecnie panujących warunków ruchu”. Bo zielone dla pieszych zapala się tylko wtedy, kiedy trzeba.

Zza biurka i kierownicy samochodu zapewne tak to wygląda, ale wcale tak nie jest.

– Bardzo często się zdarza, że pieszy naciśnie guzik o ułamek sekundy za późno i w rezultacie musi poczekać na kolejny cykl, mimo iż zdążyłby jeszcze trzy razy przejść (auta na równoległym do przejścia ciągu jadą i jadą).

– Prowadzi to do niebezpiecznych zachowań, a więc dokładnie wbrew intencjom budowy sygnalizacji: pieszy, widząc, że ma czerwone, ale auta i tak uparcie stoją, w końcu nie wytrzymuje i idzie na czerwonym!

– A właściwie czemu ma nie iść, skoro zielone dla pieszych MA PRAWO się w tym momencie świecić – tylko akurat nikt nie wcisnął przycisku? Jaki jest więc cel tego nieświecenia? Jeśli taki, by kierowcy skręcili bez przeszkód w prawo, to jest to argument zwyczajnie nieprawdziwy. Bo jeśli zielone by się świeciło, ale na pasach nie byłoby nikogo, to i tak auto skręciłoby płynnie w prawo!

– W czym są gorsi mieszkańcy Północy od swoich sąsiadów z Tysiąclecia? Bo w dwóch miejscach al. AK: koło gastronomika i przy Promenadzie, gdy zielone mają auta jadące al. AK, to również zielone – z automatu, bez naciskania guzika – dostają idący równolegle piesi, czyli przecinający ul. Worcella i Kiedrzyńską.

– Za to samo naciśnięcie guzika jest uciążliwe, zwłaszcza dla osób starszych i z zakupami, bo muszą zboczyć z naturalnego prostolinijnego szlaku.

– Obecna sytuacja na tyłach M1 pogarsza bezpieczeństwo pieszych także z powodu niejednoznaczności funkcjonowania sygnalizacji. Kierowcy skręcający z ul. Michałowskiego w prawo, widząc na równoległym przejściu czerwone światło, mogą nabrać przekonania, że tak tu jest zawsze – tracą więc czujność i zapominają o podstawowej zasadzie, która mówi: na tzw. ogólnych światłach przy skręcie w prawo (czy w lewo) trzeba przepuścić pieszych idących równoległymi ciągami.

Mam wrażenie, że w pogodni za zdobyczami techniki – te przyciski, kamery, czujniki! – drogowcy zapominają, po co je wymyślono. I instalują je bez opamiętania nie tylko tam, gdzie są przydatne, wręcz niezbędne, np. na przejściu przy politechnice czy dla przechodzących przez al. AK na wysokości ul. Worcella, bo po co wstrzymywać ruch w al. AK, skoro piesi pojawiają się incydentalnie.

Przyciski mnożą się jednak tam, gdzie nie są potrzebne, bo zawsze są tam piesi bądź samochody i tak mają czerwone światło, więc zielone światło dla pieszych MA PRAWO się świecić. Przyciski w takich wypadkach służą jedynie utrudnianiu poruszania się po mieście.

Czas wreszcie skończyć z tą patologią, zwłaszcza że ona kosztuje. Jeden przycisk to kilkaset złotych z publicznej kasy, a każde skrzyżowanie wymaga kilkunastu sztuk plus późniejszych opłat za konserwację.

Ławeczki – wniosek nr 121 w dzielnicy Północ – nie do końca są żartem. Po pierwsze, skoro drogowcy nie potrafią czy w głowie im się nie mieści, że można by przeprogramować sygnalizację, to zaproponowałem najtańsze z możliwych alternatywnych rozwiązań, które ulży osobom starszym czekającym nadmiernie długo na zielone światło. A chodzi ich tu sporo, z ciężkimi siatkami z zakupami w M1.

Po drugie, jak wspomniałem, w wielu innych punktach Częstochowy piesi są szykanowani i dyskryminowani. Ławeczkom do czekania na zielone wróżę więc wielką przyszłość.

poniedziałek, 30 października 2017, haladyj

Polecane wpisy

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy