czwartek, 31 lipca 2014

Kolega z wojaży po Grecji przywiózł zdjęcie z miasta Chania pokazujące dość kłopotliwy dla autobusów wyjazd z dworca:

U nas w takim wypadku po prostu wyburzono by kamienicę (przecież bogaci jesteśmy). Takiej polityce niszczenia miast pod pretekstem ułatwiania życia kierowcom najbardziej w Polsce hołdowała chyba Łódź, gdzie dziś trudno znaleźć skrzyżowanie z kompletem kamienic na narożnikach. I m.in. przez te szczerby w zabudowie to miasto uważane jest z jedno z najbrzydszych w Polsce. A dla kierowców wcale nie łatwiejsze!

Gdy wydawało się, że czas burzymurków minął i w naszym kraju - w Częstochowie buldożery już grzeją silniki. Niebawem rozprawią się, jakoby w interesie pasażerów komunikacji publicznej, z niepozorną kamieniczką na rogu ul. Warszawskiej z Garibaldiego:

Piękny dom może i nie jest ale rzecz nie w jego urodzie. Pozostanie martwa ściana kamienicy (sąsiedniej) z narożnikiem, który już nigdy nie będzie zagospodarowany. Co na to konserwator zabytków, bo jeśli się nie mylę układ urbanistyczny Starego Miasta jest pod ochroną. Co nie znaczy, że pod ochroną są wszystkie budynki - ten akurat można by kiedyś zastąpić innym.

Budynek przeznaczono do rozbiórki by złagodzić skręt niewykonalny podobno dla autobusów linii 14 i 17 nadjeżdżających od strony pl. Trzech Krzyży - dlatego na Warszawskiej zablokowano prawy pas, by pojazdy MPK skręcały z lewego.

A gdyby tak wsadzić za kierownicę Greka?

Smaczku sprawie dodaje fakt, że Grecy nie są wcale potrzebni. Bo nie ma też powodu, by jakikolwiek autobus skręcał z ul. Warszawskiej (jadąc od strony pl. Trzech Krzyży) w Garibaldiego! Wystarczyłoby zrobić roszadę i w I Aleję wpuścić wszystkie linie z Wyczerp: 14, 17, 30  - zaś pozostałe, te z Zawodzia i Rakowa jechałyby ul. Garibaldiego, ale skręcając w nią od strony pl. Daszyńskiego. Takie posunięcie nie tylko uwolniłoby miasto od zbędnych wydatków na kupno a następnie zburzenie kamienicy ale byłoby korzystne dla pasażerów:

* znów mieliby wszystkie linie na pl. Daszyńskiego

* wszystkie autobusy jadące w tym samym kierunku zatrzymywałyby się na tym samym przystanku (dziś chcąc np. pojechać na Lisiniec trzeba polować miedzy linią 12 pod Puchatkiem a 32 na pl. Daszyńskiego).

Szczegóły tych zmian opisywałem tutaj>>>

PS. Zdjęcie z Grecji dedykuję też wszystkim tym, którzy powątpiewają w możliwość skrętu autobusów np. z al. Wolności w Waszyngtona, czyli tutaj:

 

O skręcie pisałem w kontekście objazdu II Alei dla autobusów jadących ze wschodu na zachód. Oczywiście tylko na 5-letni okres ograniczeń dla autobusów w Alei [czytaj tutaj>>>].

środa, 30 lipca 2014

Na zlecenie MZDiT trwa m.in. projektowanie przebudowy ul. Piłsudskiego (od Katedralnej do Piotrkowskiej) oraz Olsztyńskiej (od Wesołej do stadionu żużlowego). Kiedy doczekamy się remontu, nie wiadomo, ale już wstępna zapowiedź tych prac może cieszyć kierowców utyskujących na wykroty.

Niepokoją mnie jednak pewne wytyczne dla projektantów, wspólne dla obu ulic: jezdnie mają być asfaltowe. Przypomnę, że ul. Piłsudskiego przy dawnym podjeździe pod nieodżałowany budynek dworca "wiedeńskiego" ma obecnie nawierzchnię z kostki - bodajże bazaltowej:

(Zdjęcie:StreetView)

Jezdnia jest tu strasznie powybijana i wymaga naprawy - ale czy nie warto na pamiątkę zachować kamienną nawierzchnię układając ją po prostu na nowo? Liczę, że drogowców przekona do tego doradca prezydenta ds. estetyki, bowiem w swoich wytycznych dotyczących ewentualnego remontu ul. Piłsudskiego zastrzegła, że rodzaj nawierzchni jest do przedyskutowania. Oby owocnego.

Co do odcinka Olsztyńskiej od Legionów do stadionu nie ma dyskusji: tu jest wszystko do zrobienia od nowa - jezdnia, chodniki, oświetlenie. Ale już Olsztyńska na północ od ul. Legionów, konkretnie od Tkackiej do Wolnej, wcale nie prosi się o kompleksowy remont a jedynie o punktową naprawę klinkierowej nawierzchni.

Właśnie, klinkierowej. Spójrzmy na fotografię:

Chodniki, zieleńce, jezdnia klinkierowa otoczona brukowanymi opaskami. Idealny układ dla bocznej ulicy z ruchem uspokojonym. Rodzaj nawierzchni ma bowiem niebagatelny wpływ na zachowania kierowców. Ul. Olsztyńska - kiedyś wylotowa na Olsztyn właśnie - dziś ma przecież charakter lokalny. Tu powinno jeździć wolno i klinkier do tego skłania.

Sprawa ma jeszcze jeden aspekt, który ilustruje poniższe zdjęcie:

Widzimy przedwojenne osiedle szeregówek, co w połączeniu z klinkierową jezdnią tworzy niepowtarzalny klimat podmiejskiego osiedla z lat 20. XX wieku. Szkoda tracić tę specyfikę, nie wszystko musi być sztampowe. Klinkier i domy są niepowtarzalną cechą tego miejsca. Asfalt zniszczy klimat tej części Zawodzia!

I jeszcze zbliżenie na narożny sklep z betonowym daszkiem:

Po 70 latach eksploatacji nawierzchnia tu i ówdzie się zapadła, więc wypadałoby klinkier po prostu przełożyć (może odwrócić), zachowując kocie łby jako opaski przy krawężnikach. Ale sam rodzaj nawierzchni, jak już wspomniałem, perfekcyjnie spełnia swą współczesną funkcję.

Zresztą tego typu uliczki na współczesnych osiedlach szeregówek deweloperzy też brukują - tyle, że kostką betonową. Tu mamy szlachetniejszy materiał. Warto go zachować.

Ma też nadzieję, że chodniki na ul. Olsztyńskiej nie zostaną wyłożone wszechobecną kostką betonową koloru czerwonego czy bordowego, lecz szarymi płytami ułożonymi w karo - takimi jak dziś. Nota bene płyty chodnikowe, charakterystycznie układane w karo (i na Olsztyńskiej, ale też na Piłsudskiego) produkowano właśnie na Zawodziu: na nieodległej od Olsztyńskiej ul. Bystrej, gdzie znajdowała się miejska betoniarnia postawiona w trakcie kanalizowania Częstochowy przez amerykańską firmę Ulen. Robiono tam betonowe kręgi także na potrzeby innych miast, w którym działał Ulen (m.in. Piotrków, Lublin, Zagłębie) a po zakończeniu tych robót przerzucono się na płyty chodnikowe. Jakość przedwojennego wykonania musiała być dobra, skoro wówczas układane trotuary przetrwały do dziś np. na Piłsudskiego i Olsztyńskiej.

Tylko betoniarni już nie ma a na ul. Bystrej, gdzie stała, straszą ruiny i śmieci.

środa, 23 lipca 2014

Kolejna tragedia na autostradzie śródmiejskiej, czyli ciągu ulic jednokierunkowych Dąbrowskiego/Nowowiejskiego i Śląska/Kilińskiego. Oto komunikat komendy miejskiej policji ze środy 23 lipca:

"Policjanci wyjaśniają okoliczności wczorajszego wypadku w którym doszło do potrącenia 85-letniego częstochowianina. Pieszy został przewieziony do szpitala, w którym zmarł. Do zdarzenia doszło ok. godz. 9 na ul. Jasnogórskiej [skrzyżowanie z Dąbrowskiego - przyp. th], gdzie 85-letni pieszy przechodząc przez przejście dla pieszych został potrącony przez 25-letnią mieszkankę powiatu kłobuckiego, która kierowała samochodem m-ki VW Fox."

Może ktoś powiedzieć, że winny tego wypadku zostanie wskazany, podobnie jak i w serii pozostałych wypadków na śródmiejskiej autostradzie: ktoś szedł pasami za wolno, kto inny nie zauważył znaku "stop" itp. itd. Ale coś za wiele tych zdarzeń. Dzień wcześniej mieliśmy do czynienia z klasyką, czyli łomotem na skrzyżowaniu Śląskiej z Kopernika. Tym razem relacja strażaków:

 "21 lipca ok. godz. 20 doszło do zderzenia dwóch samochodów osobowych. Na miejsce udały się zastępy z JRG 3. Po dojeździe na miejsce akcji strażacy zastali dwa rozbite auta. Działania ich polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia i neutralizacji rozlanych płynów eksploatacyjnych. W wyniku zderzenia dwie osoby odniosły niewielkie obrażenia i zostały zabrane do szpitala przez ZRM.  Działania zakończono po godzinie 21."

Ile osób musi zostać kalekami bądź umrzeć, nim władze miasta i MZDiT się obudzą i wreszcie coś zrobią ze śródmiejską autostradą? Centrum nie może być miejscem samochodowych wyścigów! Tu są piesi, wjazdy bramowe, przecznice. W takich okolicznościach właściwą, bezpieczną prędkością powinno być 40 km/h. O ile mniej byłoby wtedy wypadków. Problem doskonale pokazuje najnowsza reklama społeczną "prędkość zabija", emitowana m.in. w telewizji:

Sęk w tym, że nasze śródmiejskie ulice jednokierunkowe wręcz zachęcają do wyścigów. Są źle zaprojektowane, bo dobrze urządzona droga to taka, która wymusza na kierowcach prawidłowe zachowanie i eliminuje prawdopodobieństwo błędów. A nie je prowokuje, co obserwujemy na co dzień.

Postawienie znaków np. 40 km./h nic nie da, jak i nic nie daje taki znak na Nowowiejskiego przed Focha. Montaż fotoradarów byłby z kolei niemoralny - urządzić ulicę, która zachęca do jazdy 70-80 km/h po czym żądać wolniejszej jazdy i jeszcze "kasować" mandaty?

Dobrym rozwiązaniem nie są też światła na każdym skrzyżowaniu, ponieważ zachęcają do wciśnięcia pedału gazu, gdy kierowca widzi na horyzoncie zielony sygnał. Moim faworytem spośród dostępnych rozwiązań są - jak już pisałem - wyniesione do poziomu chodników tarcze skrzyżowań. Przypominam pokazywane już na tym blogu przykłady takich rozwiązań z Londynu...

...i Puław:

Więcej na ten temat pisałem tutaj>>>

Profil najazdu i zjazdu powinien być dostosowany do prędkości np. 40 km/h. Dzięki temu całe kluczowe, wypadkowe miejsca - czyli skrzyżowania wraz z przejściami - kierowcy musieliby pokonywać z regulaminową prędkością.

A co z przepustowością? Paradoksalnie mniejsza prędkość zwiększy ją, ponieważ auta mogą jechać gęściej, a więc więcej ich się na danym odcinku zmieści. Tak dowodzą europejskie badania i praktyka. Nie bez znaczenia jest to, że przy niższej prędkości ruch odbywa się płynniej: by przepuścić pieszego albo auto włączające się z bocznej ulicy czy też z parkingu, wystarczy nierzadko zdjąć nogę z gazu. Przy większej prędkości należałoby się zatrzymać, co tamuje ruch i generuje zatory.

Miasto dobre do życia to takie, w którym osoby starsze czują się bezpiecznie a rodzice nie boją się wypuścić dzieci na miasto. Czy tę definicję spełnia śródmieście przecięte wyścigowymi ulicami jednokierunkowymi? Czy z pełnym spokojem, jako rodzic, puścimy 10-15 letniego dzieciaka przez przejście dla pieszych przy teatrze? Albo przy poczcie?

Po powrocie z urlopu zastała mnie w Częstochowie świetna wiadomość: linie 10 i 26 przestały jeździć objazdem przez al. Kościuszki i wróciły na swą stałą, "przedremontową" trasę przez ul. Dąbrowskiego, pl. Biegańskiego i II Aleję!

(Autobus linii 10 ruszający z przystanku przy "Jałowcu")

Tym samym na "Bieganie", konkretnie pod Jałowcem, zatrzymują się teraz autobusy nr 10, 11, 13, 26, 30 i 32. Postęp więc jest, choć do stanu sprzed remontu Alej jeszcze dużo brakuje.

 

(Przystanek przy Jałowcu z wykazem zatrzymujących się na nim linii)

Niestety, w przeciwną stronę 10 i 26 wciąż jadą objazdem przez Kościuszki.

Właśnie remont tej ostatniej - i brak możliwości przejazdu z północy na południe - stał się bezpośrednią przyczyną skierowania 10 i 26 przez pl. Biegańskiego. Ale nie ma też prawnych i organizacyjnych przeszkód, by obie linie pozostały tu (jadąc w stronę "Zygmunta") na stałe.

Tu ważna informacja. Ograniczenie co do liczby kursujących Alejami linii - wynikające z fatalnej treści wniosku o unijne dofinansowanie przebudowy - dotyczy wyłącznie:

* obu jezdni I Alei

* północnej jezdni odcinka II Alei od al. Kościuszki do pl. Biegańskiego.

Południową "nitką" II Alei, czyli tak jak jeżdżą obecnie 10 i 26, może jeździć dowolna liczba autobusów. Tyle, że MZDiT tej sposobności nie wykorzystuje.

Nie tracę jednak nadziei, że pozytywne opinie pasażerów z powrotu 10 i 26 na pl. Biegańskiego, skłonią MZDiT do pozostawienia ich tu na stałe, także po zakończeniu remontu al. Kościuszki.

Niestety, w przeciwną stronę 10 i 26 przez pl. Biegańskiego jeździć nie mogą, bo "limit" na jezdni północnej wyczerpują autobusy nr 11, 13, 30 i 32. Ale i na to jest sposób, o czym pisałem tutaj - a rzecz polega na wykorzystaniu ul. Waszyngtona, która właśnie przechodzi remont.

(Naprawa chodnika; po nim przyjdzie czas na jezdnię)

środa, 02 lipca 2014

Po moim tekście w "Wyborczej" pt. "Ranni z wypadków jadą do szpitala na Parkitce za długo, bo brakuje 840 m ulicy" - konkretnie kawałka ul. Obrońców Westerplatte - otrzymałem inspirujący list od Czytelnika Michała Grzegorczyka. Autor nawiązuje do planów MZDiT wybudowania w latach 2015-2016 odcinka ul. Małopolskiej od Łódzkiej do Staropolskiej (obecnie trwają prace projektowe). Pan Michał pisze tak:

Proponuję, by następnie zrealizowany został nowy łącznik od tej ulicy [Małopolskiej] do ul. Obrońców Westerplatte przy szpitalu.

Propozycja zasługuje się na zainteresowanie Urzędu Miasta oraz MZDiT. Ów łącznik zaczynałby się bowiem przy szpitalnej radiologii, a więc w miejscu, gdzie urywa się istniejący, przyszpitalny odcinek ul. Obrońców Westerplatte. W tym miejscu nowa ulica / łącznik odbijałaby w lewo:

Do zbudowana, tj. do połączenia z ul. Małopolską, jest stąd raptem 330 m. Poza tym ta uliczka i tak powinna powstać - nawet, gdyby istniała cała ul. Obrońców Westerplatte. Po prostu potrzebne jest połączenie osiedla Słonecznego z rejonem szpitala.

Michał Grzegorczyk pisze dalej tak:

Natomiast dojazd do bloków przy ul. Mazowieckiej niech zapewni przedłużenie ul. Nowobialskiej do ul. Małopolskiej z wjazdem na drogę wewnętrzną. Mam nadzieję, że ten projekt okaże się kompromisem między różnymi potrzebami i niedostatkami środków w budżecie miasta. 


(Rys. Michał Grzegorczyk)

Przedłużenie Nowobialskiej też powinno powstać, choć jest to niestety - tak jak i brakujący fragment ul. Obrońców Westerplatte - śpiew odległej przyszłości. I tak samo jest to ważna inwestycja, choć z innego nieco powodu: trwa permanentne i konsekwentne niszczenie pomnika przyrody. Ul. Bialska vel aleja brzozowa na swym odcinku na północ od Wrocławskiej z promenady spacerowej, którą jest (była?) i ma być docelowo (jeśli nie padnie doszczętnie) - zamienia się w coraz bardziej ruchliwą ulicą. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy MZDiT wyremontuje nawierzchnię: na gładkim asfalcie samochody jeszcze przyspieszą, rozpędzając pieszych i rowerzystów na boki.

Winę za niszczenie alei brzozowej ponoszą kolejne władze miasta, które lekką ręką dawały zezwolenie na budowę kolejnych bloków, bez zapewnienia do nich dojazdu - który powinien być poprowadzony od przedłużenia Nowobialskiej a nie od Bialskiej! Powstanie przedłużenia ul. Nowobialskiej powinno być WARUNKIEM KONIECZNYM udzielenia zgody na inwestycje mieszkaniowe. Niestety, mimo ustawowego obowiązku prowadzenia polityki przestrzennej, kolejni prezydenci solidarnie sprawę olali, puszczając inwestycje na żywioł. Bez planu zagospodarowania! Masz Pan działkę? To buduj co chcesz i jak chcesz. Żeby nie było, że kogoś pomijam: PRAWNEGO OBOWIĄZKU prowadzenia polityki przestrzennej nie dopełnili prezydenci: Tadeusz Wrona, Halina Rozpondek, Wiesław Maras, Ewa Janik, Krzysztof Matyjaszczyk.

I nie zanosi się na naprawienie tego błędu - o ile nie jest za późno - bo przedłużenia Nowobialskiej nie ma w wieloletniej prognozie finansowej Częstochowy, podobnie zresztą jak dobudowy brakującego kawałka ul. Obrońców Westerplatte.

Wracając do pierwotnego wątku wpisu: łącznik Małopolska - Obrońców Westerplatte proponowany przez Pana Michała Grzegorczyka może stosunkowo małym kosztem TYMCZASOWO rozwiązać problem braku alternatywnego dojazdu do szpitala. Ale w żadnym wypadku nie można tego rozwiązania traktować jako docelowego. Ul. Małopolska nie nadaje się jako połączenie międzydzielnicowe, bo ma charakter mieszkaniowo-osiedlowy. Tak czy inaczej potrzebna jest ul. Obrońców Westerplatte - choć nie w rozbuchanej z gierkowską gigantomanią formie autostrady (a takie zapisy są w dokumentach planistycznych przewidujących drogę GP - główną ruchu przyspieszonego). Nowy odcinek ul. Obrońców Westerplatte powinien być miejską ulicą o parametrach Nowobialskiej, Kiedrzyńskiej, Michałowskiego, Jesiennej, Łukasińskiego itd.

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy