czwartek, 28 sierpnia 2014

"Na rogu Armii Krajowej i Dekabrystów, tam, gdzie stają wesołe miasteczka, budują market" - zadzwonił do redakcji Czytelnik. Zignorowałem, wszak sam podawałem (jeszcze przed wakacjami) informację o placu zabaw i rekreacji ruchowej. A na niniejszym blogu zastanawiałem się, czy inwestycja nie będzie kolidować z rozważaną na ul. Dekabrystów linią tramwajową na Parkitkę (nie będzie - czytaj tutaj>>>).

Aż tu kolejny telefon: - Market stawiają. Ile ich jeszcze?

Następny: - To ma być Obi.

Spotkany znajomy - Na żółtej tablicy informującej o budowie jest napisane "Obi".

Ki czort?! Przecież sam widziałem ogłoszenie o przetargu na budowę placu rekreacji ruchowej i jego rozstrzygnięcie. A Urząd Miasta przysłał nawet komunikat o wbiciu pierwszej łopaty z udziałem prezydenta czy też jego zastępcy.

Skąd więc zataczająca coraz szersze kręgi plotka o markecie? No więc jadę i widzę taką oto tablicę (przepraszam za "bliki" ale fotę robiłem po zmroku):

Najwyraźniej tablicę budowlańcy sprawili sobie w markecie Obi. Z drugiej jednak strony napisy "www.obi.pl" oraz "Plac zabaw i rekreacji ruchowej" niekoniecznie muszą stać w sprzeczności. Przynajmniej dla pokaźnej, jak sądzę, części naszego społeczeństwa, dla którego ulubioną formą rekreacji ruchowej zdaje się być chodzenie po marketach. A ponieważ w przestrzeni publicznej funkcjonuje mnóstwo eufemizmów, to dlaczegóż pod terminem plac rekreacji ruchowej" nie miałby się kryć market?

Otwarte pozostaje za to pytanie: czy narożnik ruchliwego skrzyżowania to dobre miejsce na plac zabaw i aktywności ruchowej? Czy nie warto było trzymać parcelę jako tzw. rezerwę terenową na przyszłość?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"W alei Kościuszki mamy najszersze pasy rowerowe w Polsce - po 5 i więcej metrów w każdą stronę. Tylko co na nich robią samochody" - zażartował (a może nie?) znajomy aktywista rowerowy. Według obecnego stanu prawnego umieszczenie symbolu roweru na jezdni oznacza, że cała przestrzeń od krawężnika do linii wyznaczającej oś jezdni przeznaczona jest WYŁĄCZNIE dla rowerzystów.

Okazuje się, że MZDiT niejako wyprzedzeniowo namalował rowery czekając na zmianę przepisów, co ma nastąpić jesienią. Wówczas domaluje do rowerów tzw. sierżanty, czyli strzałki wskazujące kierunek ruchu.

Takie oznaczenia stosowane są powszechnie w Europie ale... w innych okolicznościach niż na naszej al. Kościuszki. Otóż symbole roweru ze strzałkami wskazujące zalecany tor jazdy jednośladów - a zarazem wzbudzające uwagę kierowców samochodów - maluje się tam, gdzie nie ma miejsca na pasy rowerowe bądź na budowę drogi rowerowej poza jezdnią:

(Fot. zm.org.pl)

Tymczasem w al. Kościuszki miejsca wcale nie brakuje. Nie jest ona węższa niż ul. św. Barbary, gdzie pasy rowerowe się zmieściły:

(Fot. Grzegorz Skowronek/Agencja Gazeta)

Wspomniany aktywista rowerowy (Kamil Rajczyk) pokusił się o zmierzenie al. Kościuszki: w najwęższym miejscu ma 10 m plus rynsztoki, a więc dokładnie tyle ile trzeba, by powstały pełnowymiarowe liczące 3,5 m pasy ruchu dla samochodów (obecnie są szersze niż wymagają przepisy) oraz 1,5-metrowe pasy dla rowerów.

Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego więc MZDiT nie zrobiło po prostu tak jak na dolnym odcinku ul. św. Barbary. Jeśli problemem były rejony skrzyżowań al. Kościuszki z Alejami z jednej strony i ul. Jasnogórską z drugiej strony - to wystarczyło zakończyć pasy rowerowe przed owymi skrzyżowaniami chociażby na wzór czeski:

(Fot. zm.org.pl)

Bezpieczeństwo rowerzysty zapewnione jest przez to, że kierowca zjeżdża na jego tor jazdy a nie odwrotnie.

Odrębną sprawą jest rozwiązanie samego skrzyżowania Kościuszki / Jasnogórska ze śluzami rowerowymi. Zobaczmy jak wyglądają one na polskim gruncie, w Szczecinie:

Tak właśnie mogłaby wyglądać al. Kościuszki przed skrzyżowaniem z Jasnogórską - z tą różnicą, że w kierunku Alej - czyli tak jak na fotografii jedzie autobus - byłby (bo i jest) jeden pas. Dwa pasy ruchu w kierunku Tysiąclecia byłyby tu węższe, niż na pozostałym fragmencie al. Kościuszki. Zresztą tak jak w tej chwili. Nie za wąsko? Skądże! MZDiT planuje właśnie w ramach przebudowy ul. Warszawskiej 3-metrowe pasy na jej północnym wlocie w pl. Trzech Krzyży - bo jak jest ciasno, to nasi drogowcy jakoś nie mają obaw przed zwężaniem pasów do standardów... europejskich. Tak, tak, standardem w miastach naszego kontynentu na zachód od Odry i na południe od Karpat są pasy 3-metrowe; nie wiedzieć czemu w Polsce są szersze jakbyśmy mieli amerykańskie wozy.

Wracając do al. Kościuszki w rejonie Jasnogórskiej. Na schemacie przedstawiałoby się to tak:

Reasumując. Doceniam, że MZDiT zdecydował się na wykorzystanie remontu al. Kościuszki do zmian pod kątem rowerów, ale źle, że zatrzymał się w pół drogi i nie wyznaczył pasów rowerowych jak na ul. św. Barbary. Przyznaję w tym momencie rację Kamilowie Rajczykowi, który mówi: - MZDiT chce mieć ciastko i zjeść ciastko, czyli dać coś rowerzystom bo o to zabiegają ale nie zmniejszać przestrzeni dla samochodów. Tak się nie da, rowerzyści [przez brak pasów] dalej będą się bali jeździć jezdnią al. Kościuszki i wciąż będą na chodnikach zagrażać pieszym.

środa, 13 sierpnia 2014

"Tramwaj polski", "Dajemy tramwajom zielone światło", "Unia przesadza nas na tramwaje" - to cykl artykułów opublikowany w "Wyborczej" w poniedziałek 11 sierpnia a opisujący, co w branży zadziało się dzięki funduszom unijnym 2007-2013 (np. nasz tramwaj na Błeszno) oraz, że plany polskich miast na kolejną perspektywę budżetową 2014-2020 są jeszcze bogatsze.

Komisja Europejska postawiła sprawę jasno: Polska musi (jeśli chce korzystać z dotacji) postawić na transport zbiorowy. To jedyny sposób na poprawę warunków życia w miastach, na walkę z kongestią - jak się naukowo określa korki. Poszerzanie ulic jest drogą donikąd, co empirycznie stwierdził Zachód już w latach 60. i 70. i czego my, zachłyśnięci motoryzacją, wciąż nie chcemy zrozumieć. Dlatego Unia da pieniądze na tramwaje a na drogi - poza obwodnicami - już nie.

Polskie miasta planują więc na lata 2014-2020 gigantyczne inwestycje tramwajowe: powstać ma ok. 168 km nowych tras w czym i Częstochowa (na co liczę) będzie miała swój udział. W tekście celnie jednak zauważono, że prezydentami kieruje często nie tyle miłość do transportu szynowego, ile raczej dostęp do miliardów z unijnej kasy, których na inne cele by nie dostali.

I tu dotykamy sedna jednego z problemów poruszonych w tekstach - tym przyjemniej się o tym czyta, że jako pozytywny wzorzec dla innych miast wskazywana jest nasza Częstochowa! Oto fragment tekstu:

Część samorządów przy okazji projektów tramwajowych chce wybudować także drogi, na które trudno byłoby dostać samodzielne dofinansowanie. Takie plany mają m.in. Toruń, Bydgoszcz i Olsztyn. Tylko że w wielu projektach finansowanych w poprzednim unijnym budżecie (np. przy budowie trasy na wrocławski Gaj) okazało się, że część tramwajowa jest wyraźnie mniejsza niż drogowa. W Krakowie mieszkańcy zaprotestowali, gdy obok tramwaju na Górkę Narodową władze miejskie zaplanowały budowę dwupasmowej drogi.

- Chcemy tramwaju, ale nie szybkiej trasy pod oknami. Przetnie dzielnicę i spowoduje korki, bo okoliczny układ jest niewydolny, a Unia za drogę nie zapłaci. Odpowiedzią na korki jest sprawny transport zbiorowy - mówi Jakub Jastrzębski z inicjatywy "Tramwaj przeciw korkom".

Według Michała Beima z Instytutu Sobieskiego budowanie wielkich arterii obok tramwaju oznacza, że samorządy nie są przekonane do inwestycji w zrównoważony transport. - Władze miast próbują po prostu wykorzystać fundusze unijne, a inwestują w tramwaje, bo tak chce Unia. Jednym z niewielu pozytywnych przykładów dobrego projektowania jest linia w Częstochowie, która biegnie blisko domów i nie została obudowana trasą. Tak tworzy się sieci tramwajowe na Zachodzie, gdzie zrównoważony transport nie jest hasłem - wskazuje. (podkreślenia i wytłuszczenia moje - TH)


(Fot. Piotr Radoliński)

Tramwaj na Błeszno jest bardzo udaną inwestycją nie tylko komunikacyjnie ale i przestrzennie. Powinniśmy to docenić - mimo niedopracowania pewnych szczegółów (lepiej można było rozwiązać skrzyżowanie przy estakadzie, czy inaczej rozplanować bieg torów w rejonie ul. Boh. Katynia). Najważniejsze, że na Wrzosowiaku szczęśliwie nie powstał "ściek komunikacyjny" dzielący osiedle na dwie części jak chociażby w Krakowie na Ruczaju:

(Fot. Agencja Gazeta)

A tu o problemach, które sobie pod Wawelem zgotowano a od których na Wrzosowiaku jesteśmy wolni [>>>>].

Pytanie tylko, czy z Częstochowy weźmie przykład... Częstochowa? Niestety, takiej pewności nie ma. Przykładem próba wytrasowania tramwaju na Parkitkę nie przez ul. Dekabrystów, co jest logiczniejsze, lecz przez al. Jana Pawła II - by za tramwajowe pieniądze wyremontować ją wraz skrzyżowaniem przy komendzie miejskiej.

Podobnie wygląda rozważanie, by na ul. Dekabrystów ulokować tory poza istniejącym pasem drogowym. To zgubna koncepcja, bo ulica, dla której tramwaj mógłby być zbawieniem, uspokajając ruch kołowy, stałaby się niemalże czymś na wzór krakowskiego Ruczaju.

Jeszcze raz porównajmy zdjęcia z częstochowskiej ul. Orkana i Krakowa. Decyzja należy do władz naszego miasta.

Dlaczego tramwaj na Dekabrystów a nie w al. Jana Pawła II oraz W JAKI SPOSÓB tramwaj na Dekabrystów (bo ciut inaczej niż na Orkana) - już przekonywałem na tym blogu. Odsyłam więc do tekstów:
...oraz do innych w dziale Tramwaje".

PS
Jeśli chodzi o rozbudowę sieci częstochowskiej to plany na lata 2014-2020 przedstawiają się nad wyraz skromnie. Zarówno w porównaniu z poprzednim budżetem unijnym 2007-2013, gdy powstało 4,5 km tras (Wrzosowiak - Błeszno) jak i z innymi miastami. Oto zestawienie projektów na lata 2014-2020 uwzględniające ośrodki porównywalnej wielkości lub mniejsze:
- Częstochowa - 2,5 km (Parkitka)
- Jaworzno - 12 km (sieć tramwajowa będzie budowana od zera)
- Toruń - 6,8 km
- Bydgoszcz - 4,8 km
- Grudziądz - 6 km
- Gorzów - 6,8 km.
Gdzie jeszcze potrzebny jest w Częstochowie tramwaj - propozycje też padły na tym blogu:
wtorek, 12 sierpnia 2014

Na ul. Racławickiej między ul. Kossak-Szczuckiej a Żwirki i Wigury wyznaczono naprzemiennie - raz po jednej a raz po drugiej stronie - miejsca do parkowania. Do tej pory obowiązywał tu zakaz postoju.


Inżynierowie ruchu z MZDiT słusznie doszli do wniosku, że nic nie stoi na przeszkodzie, by na niezbyt ruchliwej Racławickiej pozwolić na parkowanie na jezdni. Posunięcie to przynosi przy tym więcej korzyści niż tylko zwiększenie liczby miejsc postojowych w centrum:

* wyrzucono samochody z chodnika - MZDiT zadziałało bowiem dwutorowo (wielkie brawa!) i zezwalając na postój na jezdni uniemożliwiło zarazem wjeżdżać na tę część przestrzeni ulicznej, która należy się pieszym. Wprawdzie bogaty zestaw biało-czerwonych słupków może co niektórych razić, ale lepsze paliki niż auta na chodniku. Zwłaszcza w sytuacji, gdy jest mnóstwo miejsca na jezdni:


* uspokojono ruch na Racławickiej - niektórzy kierowcy z premedytacją traktowali długą prostą jak tor wyścigowy. Inni cisnęli na gaz bezwiednie, widząc stosunkowo szeroką i pustawą jezdnię. Jej optyczne zwężenie liniami oznaczającymi miejsca do parkowania plus usytuowanie tych miejsc naprzemiennie po prawej i lewej stronie jezdni wyraźnie ostudziło temperament kierowców.

Ktoś ze znajomych powiedział mi, że teraz jest wąsko i ciężko będzie - jak na Jasnogórskiej czy Szymanowskiego - się minąć. To prawda, ale nie demonizujmy: Racławicka jest zwykłą miejską ulicą nie zaliczaną do głównych ciągów i w wielu innych miastach zaliczona zostałaby do strefy Tempo30. Konieczność przepuszczanie auta z przeciwka nie jest w takiej sytuacji wielkim problemem.


Jednocześnie warto się zastanowić - i wiem, że MZDiT to robi - czy Racławicką nie zrobić jednokierunkową ze wschodu na zachód zaś Jasnogórską odwrotnie: od Żwirki i Wigury do Dąbrowskiego.

Dzięki temu na Racławickiej powstałoby jeszcze parę dodatkowych stanowisk (przy restauracji Sheherezada), podobnie jak na Jasnogórskiej (bliżej Dąbrowskiego). Oczywiście na jezdni, przy krawężniku - dziś kierowcy rozjeżdżają tu trawniki. Nie dość, że niszcząc publiczne mienie to nie wykupując biletów parkingowych:


Wyrzucanie samochodów z chodników i trawników na jezdnie to pozytywne zjawisko - niestety w Częstochowie wciąż rzadkie. Potrzeby zmotoryzowanych, tak związane z jazdą jak i parkowaniem, powinny być zaspokajane zasadniczo tylko na jezdni. A na chodnikach wyjątkowo. W Polsce te proporcje są dokładnie odwrócone i chodniki - wbrew nazwie - wcale nie służą do chodzenia tylko do rozjeżdżania.

Jest jeszcze w Częstochowie wiele ulic na których bez straty dla sprawności przejazdu za to z korzyścią tak dla pieszych jak i bezpieczeństwa, parkowanie można przenieść z trotuarów na chodnik. Ale o którymś w którymś z kolejnych wpisów.

 

poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Nie każdy stary budynek jest zabytkiem i zasługuje na zachowanie, podobnie jak nie każdy nowy musi być brzydki. Ale...

Oto zestaw zdjęć ruder, wśród których umieściłem i tę częstochowską - na rogu Warszawskiej i Garibaldiego - przewidzianą do wyburzenia:

Częstochowska kamieniczka nie różnic się od pozostałych ani stanem technicznym ani urodą.

A teraz zdjęcia TYCH SAMYCH BUDYNKÓW po odnowieniu - bez częstochowskiego, bowiem lokalni burzymurkowie nie dają mu szans. Metamorfoza jest nieprawdopodobna i stawia w zupełnie innym świetle potencjał skazanego na zagładę budynku przy Warszawskiej:

Na koniec: kamieniczkę częstochowską z niemieckimi z Goerlitz (bo z tego miasta pochodzą pozostałe fotografie) łączy to, że stoją na STARYM MIEŚCIE. I, że u nas jak i u nich dziedzictwo epoki komunizmu nie przedstawia(ło) się dobrze. Tyle, że tam remontują a my psujemy dalej.

Nawet jeśli domu przy Warszawskiej nie da się uratować, to powinno pozostać miejsce pod nowy - taki sam, bądź inny. Bezsensowne poszerzenie skrzyżowania oznacza zmianę układu przestrzennego. A co za tym idzie: uniemożliwienie odnowy staromiejskiej dzielnicy w przyszłości.

Ulica Garibadiego ma przecież charakter lokalny - nie musi być wcale poszerzana, bo nie ma komunikacyjnego znaczenia (w skali miasta rzecz jasna). A jeśli nią jeżdżą autobusy, to tylko tymczasowo, aż wygasną alejowe ograniczenia.

Utyskujemy na Puchatka, nie pasującego do Starego Rynku i Warszawskiej a kawałek dalej fundujemy - przez brak zrozumienia i krótkowzroczność - kolejny klops: szczerbate skrzyżowanie.

Póki dom stoi nie jest jeszcze za późno. Może ktoś w ostatniej chwili się obudzi i zatrzyma tę bezsensowną machinę?

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy