środa, 12 października 2016

michalowskiego

Od paru tygodni moim celem spacerów z psem stała się sygnalizacja przy ul. Michałowskiego, pierwsza tego typu w Częstochowie. Mam więc stały monitoring jak sprawdza się radar, który przed za szybko jadącymi samochodami zapala na chwilę czerwone światło (nawet gdy nie ma pieszych) - karząc za złamanie przepisów koniecznością zatrzymania lub wyhamowania niemal do zera. To i tak niewielka niedogodność biorąc pod uwagę fakt, iż w bardziej cywilizowanym kraju dostaliby jeszcze punkty i mandat z automatu.

Funkcjonowanie tej nowinki obserwuję o różnych porach, a także z perspektywy kierowcy, bo często tędy jeżdżę. Zaś upływ czasu pozwala mi zweryfikować, czy trafny był komentarz, jaki "na gorąco" opublikowałem 30 września na łamach  Magazynu Częstochowa" - piątkowego dodatku do "Wyborczej":

"Świetne rozwiązanie, wychowujące kierowców. Po raz pierwszy spotkałem się z nim w Portugalii w 2003 r. Jak typowy polski kierowca wjeżdżałem do miejscowości wytracając prędkość powoli i raczej do 60 a nie 50 km/h. Na początku nie mogłem się nadziwić, dlaczego włącza się czerwone światło na nie wiadomo po co ustawionym sygnalizatorze - bo nie było tam ani skrzyżowania ani „zebry”. W końcu nauczyłem się jeździć zgodnie z przepisami.
Cieszę się, że nasz MZDiT w końcu dostrzegł jakim problemem jest nadmierna prędkości. Tylko dlaczego postawił na światła, które powinny być ostatecznością, gdy innych metod nie da się wprowadzić? Na Michałowskiego wystarczyłaby szeroka wysepka odchylającą tor jazdy - wymuszająca wolną jazdę. Byłoby bezpiecznie, ruch byłby płynniejszy, a odpadłyby koszty utrzymania świateł".

W wersji komentarz na portalu wyborcza.pl dodawałem jeszcze, że regulacji wymaga radar od strony ul. Fieldorfa, bo piratów wykrywa za późno i zdążą oni przejechać (przyspieszając jeszcze). na świetle żółtym czy tzw. wczesnym czerwonym.

Ta uwaga aktualna jest również dziś. Nasunęło mi się też druga: dlaczego czerwone światło zapala się nie tylko przed samochodem jadącym za szybko, ale także przed nadjeżdżającym z przeciwka z prawidłową prędkością (cały czas mówimy o sytuacji, gdy nie ma pieszych)? Mam nadzieję, że sterownik jest na tyle "inteligentny", że można go odpowiednio programować.

Niestety, co niektórzy kierowcy nauczyli się już, że jadąc nie tylko trochę za szybko, ale o wiele za szybko - zdąży przejechać na żółtym świetle czy tzw. wczesnym czerwonym. Takie sytuacje obserwuję coraz częściej zwłaszcza późnym wieczorem i to nie tylko wśród jadących od strony ul. Fieldorfa - tam, gdzie radar wymaga regulacji - ale i od M1, gdzie czujka wyłapuje samochody z dalszej odległości.

To umacnia mnie w przekonaniu, że sygnalizacja tego typu, owszem, jest świetnym rozwiązaniem - ale w sytuacji, gdy np. z powodu warunków terenowych nie ma szans na inne. Jak napisałem w komentarzu - "na Michałowskiego wystarczyłaby szeroka wysepka odchylającą tor jazdy - wymuszająca wolną jazdę. Byłoby bezpiecznie, ruch byłby płynniejszy, a odpadłyby koszty utrzymania świateł".

Oto przykład takiej wysepki na Rugii w Niemczech - zdjęcie to pokazał niedawno portal warszawskiego stowarzyszenia Zielone Mazowsze - zm.org.pl:

niemcy160814_194706

W warunkach miejskich warto by jeszcze do tego dodać wyniesienie przejścia dla pieszych, z łagodnym najazdem i zjazdem:

padova1

Zdjęcie pochodzi z Padwy, którą odwiedziłem w tegoroczne wakacje. To miasto uniwersyteckie, znane przede wszystkim z pochówku św. Antoniego - a dla osób interesujących się komunikacją także z "tramwaju na gumach" (zdjęcie tutaj). Padwa zadziwiła mnie niezbyt częstą w Italii dbałością o bezpieczeństwo pieszych. Otóż wyniesienia przejść są tam stosowanie powszechnie, przede wszystkim na ulicach głównych, w tym dwupasmowych (bo tam jest największa potrzeba):

padova2

Jak widać, stosowanie wyniesień nie jest przeszkodą dla autobusów. Ciekawe, kiedy dojrzejemy, by taką metodę wymuszania na kierowcach bezpiecznej jazdy dorobić się np. na ul. Obrońców Westerplatte, al. Bohaterów Monte Cassino czy na "autostradzie śródmiejskiej":

"Gęstość" wyniesień (wszystkie zdjęcia powyżej i poniżej zostały zrobione na jednym ciągu ulicznym z centrum Padwy w kierunku autostrady!) powoduje, że Włosi, mimo swojego temperamentu, nie szarżują, lecz jadą płynnie 50 km/h. Piesi czują się bezpiecznie, rowerzyści także - a warto wspomnieć, że jest ich w Padwie dużo, a wzdłuż ulic pełno jest pasów rowerowych. Widać nie mają obaw by jeździć między autami - gdy te poruszają się z NORMALNĄ w mieście prędkością, a nie pędzą jak w Częstochowie.

Oprócz wyniesionych przejść są też wyniesione całe tarcze skrzyżowań, także na dwupasmówkach:

padova4

padova3

Przed rondami przejścia dla pieszych też są podniesione, by kierowcy wyhamowali już przed nimi a nie dopiero przed samym wjazdem na rondo:

padova51

Na poniższej fotografii widzimy wyniesione przejście i sygnalizację - ale wyłączoną, bo w tej sytuacji okazała się zbędna:

padova6

A na koniec parę zdań dla kierowców. Odpowiedzmy sobie na pytanie, na ile sekund ruch wstrzyma pieszy, którego przepuszczamy przez takie podniesione przejście? Na 2-3 sekundy a czasem na zero sekund, gdy wystarczy nam zdjęcie nogi z gazu lub tylko lekkie przyhamowanie. A teraz drugie pytanie: na jak czas wstrzymuje ruch kołowy sygnalizacja, taka jak na Michałowskiego, by przepuścić też jednego pieszego? Na minimum 30 sekund. Czyli na dziesięć razy dłużej!

Po co więc budować światła, jeśli da się zastosować inne rozwiązanie też dające bezpieczeństwo pieszym, poza tym zmuszające WSZYSTKICH BEZ WYJĄTKU kierowców do jazdy umiarkowaną prędkością, także cwaniaków. I w dodatku nie zmniejszające przepustowości jak sygnalizacja, ani nie rodzących kosztów eksploatacji?

PS O wyniesionych przejściach i skrzyżowaniach we Francji, gdzie są powszechne, pisałem tutaj. Polskie przykłady znajdziecie tutaj.

piątek, 07 października 2016

Ronda to świetny wynalazek - są bezpieczne, bo jeśli dojdzie nawet do kolizji to na małej prędkości. Płynność ruchu i przepustowość też na rondach są lepsze niż na skrzyżowaniach z sygnalizacją. Choć tu akurat wiele zależy od samych kierowców. Konkretnie: od tego, czy sygnalizują prawym kierunkowskazem zamiar zjazdu z ronda.

Niestety, wielu (zbyt wielu) kierowców o tym zapomina. Co to powoduje? Korki.

Wyobraźmy sobie, że chcemy wjechać na rondo. Czekamy na lukę, bo auta znajdujące się na rondzie mają przecież pierwszeństwo. Ale często się zdarza, że auto jednak zjeżdża z ronda w naszą np. uliczkę, czyli moglibyśmy ten moment wykorzystać na wjazd na rondo - gdyby oczywiście wspomniane auto zasygnalizowało swój zjazd z ronda prawym kierunkowskazem. Ale kierowca kierunkowskazu nie dał, a gdy już dostrzegliśmy, że mimo to zjeżdża z ronda - to było juz za późno by zdążyć przed kolejnym autem znajdującym się na rondzie. Ponieważ wielu kierowców zapomina o prawym kierunkowskazie, przegapiamy wiele takich luk - przez co za nami tworzy się kolejka aut chcących wjechać na rondo..

Może więc kierowców edukować stawiając nieformalne (nie przewidziane w kodeksie drogowym) tablice przypominające o obowiązku wrzucenia prawego kierunkowskazu? Takie choćby jak podejrzane przeze mnie w Austrii. Które zresztą dowodzą, że żadna nacja kierowców nie jest genetycznie dobra lub zła - tylko niektóre z nich są lepiej wyszkoleni ale też lepiej wychowani prze zosoby zajmujące się urządzaniem dróg:

 grazrondokierunk

Widziałem też (ale nie zdążyłem sfotografować) podobne tabliczki umieszczone nie przed rondem, ale na nim.

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy