Architektura

piątek, 18 marca 2016

strynwidok

Wnioski z remontu Alej i pl. Biegańskiego, z popełnionych tam błędów, zostały wyciągnięte! - konstatuję z radością przeglądając warunki przetargu na zaprojektowanie Starego Rynku. Ale mam też kilka poważnych wątpliwości związanych z samym konkursowym projektem.

Zwycięska pracownia musi rzecz jasna działać wg koncepcji, która zwyciężyła w konkursie architektonicznym sprzed roku. Ale też ma uwzględnić uwagi sądu konkursowego, oraz dołożone do przetargu "wytyczne zamawiającego". Bardzo sensowne - dodam.

Parkowanie wokół płyty Starego Rynku ma być więc równoległe. Świetnie - bo do jakiego bałaganu i problemów prowadzi skośne widzimy na co dzień w Alejach. "Elementy wygrodzenia powinny skutecznie uniemożliwiać wjazd na płytę rynku"...  - to kolejny ważny zapis. Znów odwołam się do Alej, gdzie słupki rozstawiono za rzadko i w rezultacie auta kompletnie nie trzymają się wyznaczonej linii, wpychając się pod ściany kamienic.

Także "wzdłuż ul. Mirowskiej należy zaprojektować wyłącznie równoległe miejsca parkowania z odpowiednimi zabezpieczeniami gwarantującymi stosowanie się do takiego założenia" [podkreślenie moje - th] . Brawo! Wyznawana dotąd przez naszych drogowców wiara, że polski kierowca będzie się stosować do tabliczki pod znakiem "P" pokazującym sposób zatrzymania auta - świadczy o naiwności. Kierowcom trzeba pomóc w przestrzeganiu przepisów odpowiednim urządzeniem ulicy.

Pewnie wielu będzie zgrzytać zębami, bo łatwiej parkować skośnie. Pewnie, że tak - ale nie można wszystkiego podporządkowywać wygodzie kierowców, bo nie są oni jedynymi użytkownikami miasta.  Przestrzeń uliczna jest ze swej natury ograniczona a skośne parkowanie zajmuje za dużo miejsca. Zresztą, jak trzeba, to kierowcy jednak potrafią parkować równolegle: wystarczy zobaczyć równiutki rząd samochodów na ul. Dąbrowskiego naprzeciw sądu czy stojące precyzyjnie przy krawężniku na Jasnogórskiej na wysokości dawnego WSP.

Lećmy dalej: "powierzchnie przeznaczone do parkowania powinny łatwo dać się odróżnić od powierzchni przeznaczonych do prowadzenia ruchu pieszego i kołowego oraz wjazdów bramowych (bez konieczności stosowania dodatkowego oznakowania pionowego i poziomego)". To kolejna lekcja odrobiona z Alej, gdzie musiano ustawić las znaków z początkiem i końcem parkowania przy każdej bramie, bowiem wjazdów bramowych nie wyróżniono rysunkiem posadzki. W efekcie kierowcy mieli i mają problemy z zorientowaniem się, czy nie zastawiają wjazdów na posesje.

Ale przede wszystkim odróżnienie fakturą nawierzchni miejsc postojowych od trotuarów zrywa z tą wielką polską patologią, jaką jest wmówienie rodakom, że chodniki są do jeżdżenia. Tak, tak, spójrzmy znów na Aleje: miejsca do parkowania nie są częścią jezdni (jak w całym cywilizowanym świecie) lecz częścią chodnika. Tym samym zasygnalizowano ludziom, że tak powinno być - choć to jest właśnie ta polska patologia. W Europie, zwłaszcza południowej, można spotkać dziwacznie zaparkowane auta, czasem nawet na rondzie - ale nikomu do głowy nie przyjdzie wjechać na chodnik. U nas odwrotnie: przyjęło się, że parkowanie na trotuarze to norma, bo jezdnia jest od jeżdżenia. Dzieje się tak nawet na bocznych osiedlowych uliczkach, gdzie nie ma zakazu parkowania - a mimo to 9 na 10 kierowców zamiast stanąć przy krawężniku, wjeżdża dwoma kołami na chodnik "by nie przeszkadzać jeżdżącym". A to, że przeszkadzają pieszym już ich nie obchodzi. Otóż nie - jezdnia jest nie tylko do jeżdżenia ale i do parkowania.

Jeszcze raz odwołam się do Alej, gdzie wspomniana patologia posunięta jest do granic: z powodu skośnego parkowania piesi mają do swojej dyspozycji mniej niż połowę szerokości chodnika! (auta zajmują pięć "kratek", piesi cztery). Dlatego warunek z przetargu na Stary Rynek, że miejsca postojowe nie są częścią chodnika lecz jezdni - uważam za symboliczną zmianę w polityce przestrzennej. Oby to nie był wyjątek!

Miasto chce też, by - w porównaniu do zwycięskiego projektu - poszerzyć zewnętrzne chodniki, by zmieściły się na nich letnie kawiarenki. To z kolei nauczka z pl. Biegańskiego, który jest trudny do zaktywizowania, bo nie "opiera się" o pierzeje. Tym samym letnia kawiarenka nie może być zwykłym "przedłużeniem" kawiarni zlokalizowanej w budynku, ale samodzielnym bytem, o którego "narodziny" nie jest łatwo. Na Starym Rynku pierzeje są i z czasem może zawita na parterach gastronomia - a ona wymaga też miejsca na letnie ogródki.

Ważnym punktem "wytycznych" jest zieleń. Środowisko konserwatorów niechętnie widziało na historycznym placu okalające go szpalery drzew - sugerując, że można je wstawić w donice. Będę szczery: to głupi pomysł, sparzyła się na tym Warszawa "donicując" zwężoną po wybudowaniu metra ul. Świętokrzyską. Teraz postanowiono posadzić drzewa w glebie... Odsyłam też konserwatorów na Rynek Główny w Krakowie gdzie drzewa rosną wzdłuż dwóch pierzei!

Zwycięzca konkursu architektonicznego na częstochowski Stary Rynek na jednej ze swych wizualizacji umieścił nawet dwa rzędy drzew:

stryndrzewa

Z wytycznych wynika, że będzie jeden szpaler (to i tak dobrze). I o ile się da - w ziemi a nie w donicach. Wg miejskich wskazań drzewa powinny rosnąć na zewnętrznych chodnikach, ale gdyby nie dało się ich posadzić w równym rytmie - z uwagi na sieci podziemne ale także piwnice kamienic, które wychodzą poza ich obrys i znajdują się też pod chodnikiem - drzewa mają być posadzone po obrysie płyty rynku.

Zieleń ma duże znaczenie, by nie powstała nieprzyjazna "patelnia". Przyznam, że te drzewa "szczotki" tworzące szpalery nie przypadły mi do gustu - cienia one latem nie dadzą, a i nie będzie na czym zawiesić oka. Lepsze byłyby "normalne" drzewa, jak w innej konkursowej pracy:

z17494691Q

Na marginesie: ta zwycięska, wg której robiony jest teraz projekt, nie była moim faworytem. Bardziej podobała mi się propozycja Bygg Architecture Piotr Szcześniak, Eindhoven (Holandia), w której wymagane w konkursie miejsce ekspozycji rzeźb Jerzego Kędziory ma formę szkieletu odwzorowującego stojący tu przed wiekami ratusz. Ta praca otrzymała drugą nagrodę:

z17494692Q

Kto jest ciekawych innych jeszcze pomysłów na Stary Rynek odsyłam tutaj.

Wracając do zamawianego przez miasto projektu, bazującego na zwycięskiej pracy: ma też powstać - nie uwzględnione przez zwycięzcę konkursu - przejście dla pieszych na Mirowskiej. O które zresztą apelowałem na tym blogu. Wskazane przez MZDiT miejsce na pasy zaznaczyłem na poniższym schemacie kolorem czerwonym, choć ja bym dodał jeszcze jedno przejście: tuż przy ul. Targowej (kolor pomarańczowy):

strynrzut

Poza tym jezdnia ul. Mirowskiej, dziś przewymiarowana, ma być zwężona do normatywnej szerokości 2 x 3,5 m.

Zapowiada się więc umiarkowanie dobrze. Niepokoi mnie bowiem kilka spraw:

* drzewa-szczotki zamiast normalnych drzew dających cień

* zbyt skromny detal nie tworzący kameralnych, przyjemnych miejsc do posiedzenia. Pamiętajmy, że nikt nie będzie widział placu z perspektywy helikoptera - jak na wizualizacji, tylko z poziomu 1,5-1,8 m, bo na takiej wysokości mamy oczy. Zresztą od takiego poziomu powinno się zaczynać skuteczne projektowanie, o czym można poczytać u znanego urbanisty Duńczyka Jana Gehla

* te beznadziejne długie siedziska bez oparć! Na wizualizacji wyglądają ładnie, komponują się z całością i... tyle ich zalet, bo poza tym do niczego się nie nadają. Są niewygodne (vide pl. Biegańskiego), a ich linearny układ nie da szans na interakcje (nie sposób usiąść w cztery osoby, by ze sobą porozmawiać). W wytycznych miasta mowa jest o oparciach, więc jestem pełen nadziei...

* obawiam się też o pawilon. Zwycięzca konkursu, pracujący w Kolonii architekt Michał Bernasikm zaproponował niespotykaną u nas technologię. Szkło jest w niej nie tylko "parawanem" rozpiętym na szkielecie - lecz pełni też rolę konstrukcyjną. Chodzi o wrażenie, zwłaszcza po zmroku, gdy w środku świecą się światła - że pawilon jest cały szklany. "Wszelkie uproszczenia powodujące zmianę transparentności budynku [np. gdyby było widać stalowy szkielet - th] strywializują jego formę" - napisał sąd konkursowy. Warto zapamiętać te słowa!

Sęk w tym, że w Polsce nie ma norm na szkło konstrukcyjne a nie elewacyjne, więc będzie duża pokusa, by pójść na łatwiznę...

strynekwidok2

 /

 

wtorek, 27 października 2015

Współczesnym problemem polskich (i nie tylko) miast jest ich rozlewanie - co powoduje wzrost potrzeb komunikacyjnych i związane z tym problemy np. korki na dojazdach, wzrost kosztów koszty infrastruktury dużo droższej w rozproszonej zabudowie niż zwartej itp. itd. Zarazem wyludnia się śródmieście, tracąc przy tym swą atrakcyjność jako miejsce zakupów, spotkań itd. Tym złym trendom miasto powinno się przeciwstawiać, tak ze względów społecznych jak i zwyczajnie finansowych.

Piszę o tym w kontekście decyzji miasta o wyborze wariantu budowy przebicja ul. Racławickiej, a ściślej: przedłużenia ul. Staszica do Kilińskiego przez teren. d. "Żaka". W części drogowej obie koncepcje niczym się nie różniły: Patrząc od ul. Kilińskiego, ulica poprowadzona zostanie w luce zabudowy koło pogotowia, a gdy je minie odchyli się nieco w stronę Alej, by nie przecinać na skos dużej miejskiej parceli, dziś stanowiącej dziki parking. Możliwością racjonalnego wykorzystania tego terenu Urząd Miasta i MZDiT tłumaczyły, dlaczego ulica nie może pójść na skos przez dziki parking, a zamiast tego wkracza częściowo w prywatne tereny, wymuszając zburzenie garaży.

I ja się z tą argumentacją w pełni zgadzam - w części artykulacyjnej, bo już nie z tym, co się za deklaracjami kryje. Wykorzystanie miejskiej parceli do racjonalnych wcale nie będzie należeć: otóż mają tu powstać parking i plac zabaw, a pokazywane warianty różniły się ich wzajemnym umiejscowieniem. W sumie więc: niczym.

Przypominam, że mówimy o ścisłym centrum miasta, w którym odpowiednio gęsta siatka ulic nie została do dziś w pełni wykształcona - co wielokrotnie podkreślali urbaniści podczas różnych konferencji, warsztatów, spotkań. Efektem tego są właśnie takie "klepiska" jakie mamy na tyłach II Alei i ul. Kilińskiego. Budowa nowej ulicy powinna być więc wstępem do ukształtowania w tym miejscu miejskiej zabudowy, a nie do sankcjonowania "wielkiego niczego" w środku Częstochowy - czyli owego parkingu i placu zabaw. Zwłaszcza, że ten drugi mógłby znaleźć miejsce przy wieżowcu "Kościuszki 1", o czym zresztą podczas konsultacji mówili sami mieszkańcy.

Tu dochodzimy do problemu zasygnalizowanego na wstępie: miasto powinno zachęcać do osiedlania się w centrum, bo to go ożywia - w tym aktywizuje handel. Śródmieście jak kania dżdżu potrzebuje nowych mieszkańców! Zachęty można tworzyć na różne sposoby, a w tym wypadku mogłyby to być inwestycje komunalne. Dwie pieczenie upiekłoby się na jednym ogniu, gdyż miastu brakuje terenów pod stawiane przez siebie domy. W poprzednich latach magistrat zbudował bloki przy al. Wyzwolenia na Północy, następnie przy Bardowskiego na Ostatnim Groszu, teraz stawia pojedynczy budynek przy ul. Pułaskiego koło Tesco. Co dalej? Peryferyjne Wyczerpy i przedłużenie ul. Kontkiewicza. Czy nie lepiej inwestować tam, gdzie już jest pełne uzbrojenie? Gdzie jest wszędzie blisko, co przekłada się na mniejsze zapotrzebowanie na komunikację, ergo - mniejszy ruch?

Miasta zwarte są wygodniejsze i tańsze do utrzymania dla budżetu. O tym od dawna mówią urbaniści zachodnioeuropejscy a w ostatnich latach także polscy.

Na zdjęciu lotniczym naniosłem przebieg projektowanej ulicy i zaznaczyłem potencjalną lokalizację budynku komunalnego w kształcie litery L. Kontynuowałby on niejako zabudowę pierzejową ulicy Staszica. W parterach oczywiście sklepy i punkty usługowe, co dałoby miastu nieco finansowego oddechu. A nawet gdyby wynajęło te lokale "po kosztach" to i tak byłby zysk dla śródmieścia. Jak widać miejsca jest dość by powstało spore podwórko - proszę porównać podwórka sąsiednich bloków.

raclawickarzutulica

Po południowej stronie ulicy zaznaczyłem jaśniejszym kolorem domy-kamienice, które i tu mogłyby powstać. Są to działki w dużej mierze prywatne, więc miasto tu inwestować nie będzie. Niemniej pokazuję, jakie są możliwości.

A parkingi? Wystarczy na ulicy Staszica i jej przedłużeniu do Kilińskiego wprowadzić jeden kierunek ruchu i już mamy miejsca postojowe wzdłuż krawężnika bez zabierania terenów inwestycyjnych. Dodam, że mówimy o śródmieściu, w którego obsłudze większą rolę winna pełnić komunikacja publiczna, niestety obecnie z niego rugowana. Ten trend trzeba oczywiście odwrócić.

To nie jedyne miejsce w centrum, gdzie miasto mogłoby zainwestować w "mieszkaniówkę". Pomysł na kamienicę-bramę nad wlotem ul. Staszica w Kilińskiego - z przejazdem nowej ulicy - już na tym blogu podawałem. Jest to rozwiązanie wręcz typowe dla okolic pl. Biegańskiego: weźmy wjazd w ul. Szymanowskiego z ul. Nowowiejskiego, oraz ul. Tuwima w Śląską (w tym wypadku tylko dla pieszych / rowerzystów).

 Raclawickakamienica41

Idźmy dalej. Przeglądając geoportal znalazłem kolejne działki należące do miasta:

* al. Kościuszki przy postoju taxi (parcela o powierzchni 2043 mkw.)  - tu można by odtworzyć wyburzony w latach 70. fragment zabudowy przywracając al. Kościuszki ciągłość pierzei:

kosciuszkiluka2

Kosciuszki_rozbiorkaRozbiórka kamienic przy al. Kościuszki - lata 70. XX w. (Fot. Adam Markowski)

Ktoś powie, że nie jest to dobre miejsce na mieszkania, bo hałas. No to trzeba ten hałas zmniejszyć. Jeśli miastu uda się pozyskać eurofundusze na wiadukt nad torami PKP, który (wraz z nową ulicą) połączy rondo Mickiewicza z ul. Krakowską i trasą, to powstaną warunki do zmiany charakteru al. Kościuszki. Nie będzie ona już musiała pełnić roli tranzytowej między dzielnicami. Pasy ruchu trzeba by zwęzić skłaniając kierowców do wolniejszej jazdy (40 km/h), uzupełnić o pasy rowerowe, być może udałoby się jeszcze wyrzucić parkowanie na jezdnię (równoległe wzdłuż krawężnika). W parterach nowych domów rzecz jasna winien być handel i usługi.

* ul. Katedralna 10 obok wyremontowanej przez miasto zabytkowej kamienicy (1278 mkw.):

katedralna

* ul. Nadrzeczna po prawej stronie - patrząc od Mirowskiej (1411 mkw.)

nadrzeczna1

* róg Śląskiej i Focha (2364 mkw) - skrzyżowanie ma zabudowane trzy narożniki, brakuje czwartego:

slaska2

* ul. Waszyngtona 44

Luk w zabudowie w śródmieściu jest dużo więcej, ale ja wymieniłem tylko działki należące do miasta, których nie trzeba wykupywać. I tylko te, gdzie mogłyby stanąć domy mieszkalne, ewentualnie z handlowym parterem. Stąd brak na powyższej liście choćby narożnika Śląskiej i Waszyngtona.

Inną natomiast szansą - ale już związaną z dodatkowymi wydatkami - jest ustawa rewitalizacyjna, która pozwala miastu w terenach nią objętych komasować czy wywłaszczać parcele (za odszkodowaniem, tak jak w przypadku gruntów pod ulice) z przeznaczeniem np. na inwestycje mieszkaniowe. 

PS 1. W ogóle cały proces decyzyjny ws. przedłużenia ul. Staszica postawiony był na głowie: zaraz po tym, jak ogłoszono sposób zagospodarowania otoczenia projektowanej ulicy, radni podjęli decyzję, by dla otoczenia Alej opracować... plan zagospodarowania przestrzennego. Powinno być dokładnie odwrotnie.

PS 2. Wykraczając poza śródmieście, ale pozostając w obszarach o zwartej zabudowie, budynek mieszkalny (z parterem handlowym) można było postawić na rogu al. Armii Krajowej i ul. Dekabrystów - jeśli już miasto nie potrafiło znaleźć dla tej parceli komercyjnego wykorzystania. Nie jest to najlepsze miejsce na plac zabaw; zainwestowane w tym miejscu pieniądze lepiej było ulokować w odnowienie zaniedbanego skweru Kaliny Jędrusik u zbiegu ul. Dekabrystów i ul. Kiedrzyńskiej. Popełniono duży błąd urbanistyczny już nie do naprawienia: ewentualna likwidacja placu zabaw nie spotkałaby się z akceptacją mieszkańców.

czwartek, 10 września 2015

MZDiT zdecydował, by kolor zielony na przejazdach rowerowych przez jezdnie zamienić na czerwony. Motywowane jest to względami bezpieczeństwa - choć z komunikatu nie wynika, czy ma się ono zwiększyć za sprawą zmiany barwy, czy też samego pomalowania przejazdów.

zielonadrogarowerowaZdzieranie zielonej farby na przejeździe przez jezdnię przy Obi (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

GS150910_03Pomalowany już na czerwono przejazd rowerowy przy Hali Polonia (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Przyznam, że jako praktykującemu rowerzyście jest mi wszystko jedno, jaki kolor mają drogi czy przejazdy rowerowe - byle w całym mieście były jednolite i się nie ścierały. Nie ruszają mnie więc wcale emocjonujące dyskusje środowiskowe i na forach, że oto cały kraj ma drogi rowerowe czerwone, a my nie wiadomo czemu zielone i że jest to be. A jaka to różnica (choć być może zaczęły to regulować przepisy)? W Holandii drogi rowerowe są czerwone, ale we Francji zielone, więc sprawa jest w gruncie rzeczy umowna.

rowery_francja_oceanPas dla rowerów w jednym z francuskich miast

Na zwrot w "kolorowej" polityce patrzę więc od innej strony: tej związanej z estetyką. Przyporządkowanie czerwieni dla rowerów daje nadzieję, że chodniki w mieście przestaną być brukowane bieda-kostką betonową w kolorze bordo. Decyzja z początku lat 90., by taką właśnie barwę przyjąć dla naszych trotuarów (skoro zieleń to rowery), uczyniła wiele złego dla jakości przestrzeni publicznej. Naturalna dla chodników była historycznie i być powinna szlachetna szarość - jako neutralne tło dla architektury małej i dużej. Niestety, przez dwie ostatnie dekady nadano Częstochowie wzdłuż i wszerz powiatowy, kakofoniczny wystrój.

Podobnie rzecz się ma z opisywanymi na tym blogu kolorami barierek i płotków: drogowcy pokochali żółte, agresywnie oddziałujące na przestrzeń i w dodatku szybko się starzejące (polecam przyjrzeć się ul. Obrońców Westerplatte). Przecież farba ciemnozielona albo grafitowa kosztowała dokładnie tyle samo - a byłoby ładniej. Na świeży zarzut oszpecenia żółtymi płotkami odcinka al. Wolności od ronda Mickiewicza do dworca PKS rzecznik tej instytucji Maciej Hasik odpowiadał, że żółty kolor płotków to rzecz gustu. Raczej bezguścia.

Na szczęście sami pracownicy MZDiT - choć nie zawsze i nie wszyscy - zaczynają dostrzegać, iż z kolorami przeszarżowali. I dziś coraz częściej stosują szare, betonowe płyty chodnikowe. Np. na Ślaskiej koło Urzędu Miasta (czy to przypadek, że przy magistracie postanowiono zastosować ani o jotę droższy, za to ładniejszy materiał?), albo na nowym, bezimiennym wciąż placu u zbiegu al. AK z ul. Kiedrzyńską. A na Warszawskiej zamontowano barierki szare.

Wciąż jednak brakuje w naszym mieście standardów estetycznych projektowania ulic - jakie są już w Poznaniu a opracowuje je też stolica przy okazji prac nad tzw. polityką pieszą (której w Częstochowie też nie ma!). Nic więc dziwnego, że wściekła żółć nie odpuszcza - co widzimy w al. Wolności i na przedłużeniu al. Boh. Monte Cassino. Podobnie jak trzyma się mocno bieda-kostka bordo: właśnie ułożono ją na chodniku przy ul. Schillera.

środa, 18 lutego 2015

Wygląda na to, że uda się w Częstochowie rzecz piekielnie trudna w naszej polskiej rzeczywistości: dwaj właściciele działek dogadali się ze sobą i wspólnie przeprowadzą inwestycję. Dzięki temu eksponowany narożnik ulic Jagiellońskiej i 11 Listopada zostanie zagospodarowany według jednolitego projektu. Zarówno przebudowę i rozbudowę dawnego biurowca PZU, jak i estetyzację domu handlowego Sezam PSS Jedność, zaprojektowała ta sama pracownia architektoniczna "Anta" Daniela Cieślika, co ma gwarantować realizację spójnej wizji.

DLCenterbezreklam

sezam2(Obie wizualizacje: anta-architekci.pl)

Oto najciekawsze założenia planu:

- zmiana elewacji dawnego biurowca PZU oraz rozbudowa części parterowej, która "wyjdzie" na plac przed budynkiem, zajmowany dziś przez tzw. żywiołowy handel (tj. budki). W części parterowej będzie handel zaś w wysokim gmachu biura - pierwsze klasy A w Częstochowie, a także hotel

- Sezam zyska nową elewację, która będzie dopasowana do DL Center Point - jak brzmi nowa nazwa kompleksu handlowo-usługowego na bazie dawnego biurowca PZU

- zniknie "kolonia" budek handlowych na rogu ul. Jagiellońskiej i al. 11 Listopada. Plac ten w mniejszej części należy do DL Center a w większości do PSS Jedność. Teren w całości zagospodaruje na parking pierwsza z firm ale służyć ob będzie klientom obu. Umowa polega też na tym, że w handlowej części DL Center Point nie będzie dyskontu spożywczego, jako, że tę ofertę zapewnia Sezam.

Wizualizacje, jak mniemam, pokazują w sposób uogólniony sposób zagospodarowania placu przed DL Center Point i PSS Jedność. Oglądając ten projekt chciałbym zasugerować inwestorowi - o ile sam nie przewidział - jakąś fajną aranżację samego narożnika Jagiellońskiej / 11 Listopada w postaci choćby mikroskweru, paru ławek, może akcentu architektonicznego ("brama wejściowa" do centrum handlowego). Byłoby trochę słabo, gdyby w tak eksponowanym punkcie miasta, do którego piesi tłumnie nadchodzą z dwóch "zebr", był li tylko chodnik przyuliczny i od razu za nim plac parkingowy. Ranga tego miejsca jest po prostu zbyt wielka.

Dl_center2mikroskwerZaznaczone przez mnie - na wizualizacji ściągniętej z www.dlinvest.com - miejsce na placyk wejściowy do centrum handlowego)

Rozumiem, że spadłaby o parę sztuk liczba miejsc postojowych, ale rekompensatą dla inwestorów mogłoby być ulokowanie na rogu np. dwóch zgrabnych architektonicznie z Sezamem i d. PZU kiosków handlowych. W tak obleganym przez pieszych narożniku aż się prosi o kiosk Ruchu (czy innej sieci), kiosk piekarniczo-cukierniczy lub / i gastronomiczny. Takie obiekty można przecież potraktować jako małą architekturę wzbogacającą plac, jak się to dzieje w zachodnioeuropejskich miastach.

W polskich metropoliach typu Warszawa deweloperzy są już świadomi, że kawałek swojego terenu trzeba przekazać na rzecz przestrzeni publicznej. Oto tekst na ten temat:

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,16329707,Nowe_zjawisko__Deweloperzy_urzadzaja_miejskie_place.html

Warszawskie prywatno-publiczne place cechuje stołeczny rozmach, co można zobaczyć w cytowanym tekście. Ale i bez "fajerwerków" można coś fajnego zrobić, czego przykładem toczony wprawdzie etapami i latami (trzech właścicieli, w tym miasto) - ale właśnie finalizowany remont częstochowskich "kwadratów". Powstał nowy peron z dopasowaną do reszty placyku nawierzchnią, ustawiono ładną wiatę:

GS150212_10

To jeszcze nie koniec. Z przecieków wynika, że wokół dwóch posadzonych na "kwadratach" platanów pojawią się nowe ławki (teren właściciela DH Kwadraty), które nie będą już tak rachityczne jak stojące teraz, za to ich kształt ponoć nie będzie wcale... kwadratowy. Są też szanse na wymianę słupa ogłoszeniowego na ładniejszy model (to sprawa miasta) oraz budek-mydelniczek typu "Jugosławia" na estetyczne kioski (teren właściciela DH Kwadraty). Jeśli się tak stanie, to placyk w centrum Częstochowy będziemy mieli ładnie i w pełni urządzony. I to niewielkim kosztem.

Może dałoby się coś ugrać także dla centrum dzielnic południowych? Panowie inwestorzy: naprawdę warto. Przecież chodzi o nieparkingową aranżację ledwie kawałeczka narożnika ul. 11 Listopada i ul. Jagiellońskiej, co zaznaczyłem - czerwonym wielokątem - na wizualizacji.

piątek, 13 lutego 2015

W Poznaniu Urząd Miasta zakazał drogowcom stosowania żółtych płotków - plagi, która szpeci wiele polskich miast nie wyłączając Częstochowy (wymieńmy ostanie nowości: ulice wzdłuż tramwaju na Błeszno, ul. Pułaskiego pomiędzy Kopernika a Sobieskiego, al. Boh. Monte Cassino w pobliżu Słowackiego). Poznań nie chce też biało-czerwonych barierek (świeżutkie skrzyżowanie Kiedrzyńska/AK się w Częstochowie kłania!). W Poznaniu te wszystkie elementy mają być szare, konkretnie grafitowe w katalogowym oznaczeniu RAL7043.

Nie jest to zalecenie lecz nakaz wydany miejskim instytucjom i agendom w Poznaniu - o podobny w Częstochowie apelowałem już na tym blogu (apel można przeczytać tutaj).

Zobaczcie, co mówi plastyk miejski z Poznania Piotr Libicki, który przygotował zbiór zasad kolorystycznych dla infrastruktury ulicznej:

Piotr Libicki, plastyk miejski w PoznaniuPiotr Libicki, plastyk miejski w Poznaniu. W tle projekty oznaczeń przystankowych - na tym polu Częstochowa też jest daleko w tyle. Fot. Piotr Skórnicki/Agencja Gazeta

- Infrastruktura powinna być tłem, a nie dominować w przestrzeni.

- Kolorystyczna neutralność oznacza, że słupki czy barierki powinny być w kolorze dyskretnym, czyli w naszym wypadku grafitowym. Generalnie stawiania barierek w śródmieściu powinniśmy unikać.

- Dlaczego kolor grafitowy nadaje się najlepiej? Słupki czy barierki nie mają zdobić przestrzeni, wybijać się na pierwszy plan. Zielony, zwłaszcza jasny [bardzo często używany w Poznaniu, stąd o nim mowa - przyp th], jest niewłaściwy, bo nie jest dyskretny, konkuruje z architekturą, drzewami, z ludźmi na ulicy, a przecież to oni powinni być na pierwszym planie. Jeżeli spojrzymy na Paryż, to miasto jest jednobarwne, w kolorze piaskowca, bo taka jest architektura. Infrastruktura malowana jest na szaro, żeby to architektura, zieleń, ludzie byli dominującymi elementami.

- Musieliśmy interweniować w przypadku nowych biletomatów. Miały być niebieskie. Taki kolor kojarzy się z Poznaniem, ale to nie znaczy, że taka ma być infrastruktura.
 
- Z innych zasad warto wymienić prymat zieleni - żadna barierka czy słup nie może stanąć kosztem drzewa.

Czytając to ostatnie zdanie przypomina mi się ogołocona z drzew ul. Warszawska na Aniołowie. Jezdnia nie będzie tam poszerzana ale ważniejsze od drzew okazały się kable i rury - jakby nie mogły iść pod chodnikiem czy pod jezdnią. Konfrontując przykład z Poznaniem widzimy na jakim etapie cywilizacyjnego rozwoju jest niestety nasza Częstochowa.

Apel o zakaz stosowania barierek innych niż szare czy ciemnozielone ponawiam. I dołączam do niego drugi: o wprowadzenie - wzorem Poznania - prymatu zieleni nad podziemną infrastrukturą.

PS. Linki do tekstów o Poznaniu:
- informacja o wprowadzeniu zasad kolorystycznych
- wywiad z plastykiem miejskim

wtorek, 16 grudnia 2014

Jak już pisałem, przedłużenie ul. Śląskiej (co do którego - a raczej co do całego ciągu ulic jednokierunkowych - mam zastrzeżenia odnośnie zaniechania rozwiązań skłaniających kierowców do bezpiecznej jazdy) - zaprojektowano z dużą dbałością o estetykę. Chodniki nie są z tandetnej kostki lecz szarych betonowych płyt, posadzono szpalery drzew, krzewy itd. Niestety, ten udany wizualnie efekt zaatakowała "żółta zaraza": w al. Bohaterów Monte Cassino, której fragment też wyremontowano, ustawiono w pasie zieleni taką oto "imponującą" konstrukcję:

IMG_08321

 

Na tym blogu już pokazywałem zestaw zdjęć, by udowodnić, że żółty kolor jest za bardzo agresywny, źle wpisuje się w otoczenie, szybko się starzeje (brud robi swoje). Nie ma przy tym żadnego uzasadnienia, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Argumenty typu: "dzięki jaskrawym kolorom barierki są lepiej widoczne a bezpieczeństwo jest ważniejsze od estetyki" - już dawno zbito w innych miastach. Autorzy takich opinii zdają się sugerować, że częstochowianie to jakiś inny gatunek ludzi niż np. krakowianie, konkretnie są kretynami, którzy dopiero wpadając "facjatą" na płotek inny niż żółty zauważą jego istnienie...

Płotki w Krakowie - skrzyżowanie ul. Starowiślnej i Deitla

Ponieważ miasto prowadzi kolejne inwestycje - a jedna z nich: skrzyżowanie al. AK z Kiedrzyńską przy Promenadzie, jest już na finiszu - apeluję, by przewidziane tam płotki czy siatki żółta zaraza ominęła.

Nie wiem, czy dotknie, ale pisze o tym na wszelki wypadek. Plac Tysiąclecia, jak nazywam to miejsce, wychodzi bardzo ładnie. Wystarczy już na nim jeden "zgrzyt", jakim jest pozostawienie na środku trotuaru słupa, służącego li tylko podtrzymywaniu jakichś kabli - może "frontowej" łączności MPK, sądząc z podpięcia ich dalej do słupów trakcji tramwajowej (oświetlenie zapewnia stojąca obok latarnia parkowa). Nie psujmy wściekłą żółcią ładnie zakomponowanej przestrzeni!

20141213_15.00.46

Sądząc po zamiłowaniu do koloru żółtego (tramwaj na Błeszno, ul. Pileckiego itd) problem wymaga odgórnej decyzji. Stąd poniższy apel:

 

APEL

do
* Prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka
* Dyrektora MZDiT Mariusza Sikory
* Pełnomocnika Prezydenta Miasta ds. Estetyki Elżbiety Idczak-Łyczby
* Radnych Komisji Infrastruktury (Jacka Krawczyka - przewodniczącego, Zbigniewa Mizgalskiego - wiceprzewodniczącego, Łukasza Banasia, Artura Gawrońskiego, Dariusza Kapinosa, Łukasza Kota, Krystyny Stefańskiej, Tomasza Tyla)

 

Apeluję do Państwa o doprowadzenie do powstania standardów estetycznych przy budowie nowych ulic i remoncie istniejących - który by wykluczył stosowanie płotków zabezpieczających w kolorze żółtym.

Żółty kolor narusza harmonię przestrzeni publicznej poprzez swą agresywność, szybkie starzenie i brudzenie. Żółte płotki psują dobry efekt wizualny inwestycji - z przeprowadzonych ostatnio wymienię tramwaj na Błeszno, ul. Pileckiego, ul. Pułaskiego, al. Bohaterów Monte Cassino.

Żółty kolor płotków nie ma przy tym żadnego uzasadnienia, gdy chodzi o bezpieczeństwo - czego dowodem jest praktyka innych miast. Np. Kraków stosuje ciemnozielone płotki i siatki, które znakomicie spełniają swoją rolę i dobrze wpisują się w miejski krajobraz. Innym kolorem używanym przez drogowców miejskich może być grafitowy.

Stosowanie innych kolorów niż żółty nie zmienia kosztów inwestycji.

 

 Tomasz Haładyj
dziennikarz redakcji częstochowskiej Gazety Wyborczej
autor bloga 42200.blox.pl

 

środa, 03 grudnia 2014

Policja nie docenia architektury zbudowanego w 1979 r. "trójkąta", choć to jeden z symboli i znaków rozpoznawczych Częstochowy. Tak napisałem w "Wyborczej" o termomodernizacji, w ramach której biało-niebieski szyk elewacji zamieniony jest na miszmasz biało-szaro-grafitowy. Jakby nie można było odtworzyć pierwotnego układu kolorystycznego...

Oryginalna elewacja

I "udoskonalona"

Działaczy częstochowskiego SARP oraz synów architekta Mariana Kruszyńskiego, którzy zabiegali o zachowanie spuścizny - pragnę pocieszyć, że i tak policja obeszła się z "trójkątem" łaskawie. Bo mogło być znacznie gorzej. Oto, co właśnie wyczynia z komisariatem w Woźnikach:

Komisariat w Woźnikach przed...

...i w trakcie "unifikacji"

Budynek miał swój typowy dla Śląska styl. W ramach unifikacji sympatyczny domek zamieniany jest w styropianowe pudełko. I jeszcze policja się tym chwali (fotografie pochodzą ze strony komendy powiatowej w Lublińcu)!

No, cóż - jaki Pan, taki kram.

piątek, 10 października 2014

Żal patrzeć jak rozsypuje się historyczny budynek przy ul. Jasnogórskiej 64, którego ostatnim lokatorem był do 2001 r. wydział pedagogiczny WSP (przekształconej potem w AJD). Gmachu nikt nie pilnuje, więc został rozkradziony ze wszystkiego co dało się spieniężyć w skupie złomu. Przypuszczam, że dni opustoszałego 13 lat temu budynku są policzone: brakuje okien i rynien więc deszcz i śnieg robią swoje:

Tylko czekać aż nadzór budowlany wyda nakaz rozbiórki z uwagi na zagrożenie i z krajobrazu Częstochowy zniknie kolejny ciekawy budynek - tak jak drukarnia Oderfelda przy ul. Waszyngtona. Na poniższym zdjęciu częściowo już rozebrany budynek drukarni. Dziś w tym miejscu jest pusty plac:

 

Dobrym prawem właściciela jest roztrwonienie rodzinnego majątku. I czy takiej "strategii" nie podlega czasem budynek przy ul. Jasnogórskiej 64? Po odzyskaniu znacjonalizowanego za PRL-u gmachu właściciel zażądał od WSP stawki za wynajem nie do zaakceptowania przez uczelnię. Najwyraźniej przeszarżował, bo i inni najemcy też się nie znaleźli.

I to w sytuacji, gdy ulica Jasnogórska prosperuje całkiem dobrze. O czym świadczy tocząca się 50 metrów na wschód od dawnego WSP, pod numerem 37/39 inwestycja: wedle tablicy informacyjnej pomieści ona gabinety medyczne i biurowe:

Skoro taka budowa się opłaca, to tym bardziej niezrozumiały jest los dawnego WSP. Zresztą przy tejże Jasnogórskiej powstało więcej budowli w ostatnich 13 latach - czyli w czasie, gdy dawna siedziba wydziału pedagogicznego popada w ruinę. Oto szybki przegląd inwestycji biurowych o charakterze komercyjnym (dlatego pomijam Sanepid).

Jasnogórska 26:

 Jasnogórska 79:

Jasnogórska 96:

Wielka szkoda gmachu przy ul. Jasnogórskiej 64. Zwłaszcza, że ma on ciekawą historię. Wzniesiono go w 1909 r tuż przed wielką Wystawą Przemysłu i Rolnictwa w 1909 r., której zawdzięczamy znajdujące się w parkach podjasnogórskich budowle: pawilony wystawowe, obserwatorium astronomiczne, zagrodę włościańską i drewnianą altanę. Budynek przy Jasnogórskiej był hotelem dla gości wystawy, która odbiła się szerokim echem w Królestwie Polskim. Po jej zakończeniu pełnił niezmiennie funkcję edukacyjną, mieszcząc przeróżne placówki oświatowe. Najpierw były to prywatne szkoły a w okresie międzywojennym seminarium nauczycielskie. Za PRL-u w gmachu ulokowano przedszkole ćwiczeń powiązane z liceum kształcącym wychowawczynie. Zlikwidowano je znienacka w 1973 r., przekazując pomieszczenia Wyższej Szkole Nauczycielskiej, poprzedniczce Wyższej Szkoły pedagogicznej, która - jak wspomniałem - było ostatnim lokatorem aż do 2001 r.

czwartek, 28 sierpnia 2014

"Na rogu Armii Krajowej i Dekabrystów, tam, gdzie stają wesołe miasteczka, budują market" - zadzwonił do redakcji Czytelnik. Zignorowałem, wszak sam podawałem (jeszcze przed wakacjami) informację o placu zabaw i rekreacji ruchowej. A na niniejszym blogu zastanawiałem się, czy inwestycja nie będzie kolidować z rozważaną na ul. Dekabrystów linią tramwajową na Parkitkę (nie będzie - czytaj tutaj>>>).

Aż tu kolejny telefon: - Market stawiają. Ile ich jeszcze?

Następny: - To ma być Obi.

Spotkany znajomy - Na żółtej tablicy informującej o budowie jest napisane "Obi".

Ki czort?! Przecież sam widziałem ogłoszenie o przetargu na budowę placu rekreacji ruchowej i jego rozstrzygnięcie. A Urząd Miasta przysłał nawet komunikat o wbiciu pierwszej łopaty z udziałem prezydenta czy też jego zastępcy.

Skąd więc zataczająca coraz szersze kręgi plotka o markecie? No więc jadę i widzę taką oto tablicę (przepraszam za "bliki" ale fotę robiłem po zmroku):

Najwyraźniej tablicę budowlańcy sprawili sobie w markecie Obi. Z drugiej jednak strony napisy "www.obi.pl" oraz "Plac zabaw i rekreacji ruchowej" niekoniecznie muszą stać w sprzeczności. Przynajmniej dla pokaźnej, jak sądzę, części naszego społeczeństwa, dla którego ulubioną formą rekreacji ruchowej zdaje się być chodzenie po marketach. A ponieważ w przestrzeni publicznej funkcjonuje mnóstwo eufemizmów, to dlaczegóż pod terminem plac rekreacji ruchowej" nie miałby się kryć market?

Otwarte pozostaje za to pytanie: czy narożnik ruchliwego skrzyżowania to dobre miejsce na plac zabaw i aktywności ruchowej? Czy nie warto było trzymać parcelę jako tzw. rezerwę terenową na przyszłość?

poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Nie każdy stary budynek jest zabytkiem i zasługuje na zachowanie, podobnie jak nie każdy nowy musi być brzydki. Ale...

Oto zestaw zdjęć ruder, wśród których umieściłem i tę częstochowską - na rogu Warszawskiej i Garibaldiego - przewidzianą do wyburzenia:

Częstochowska kamieniczka nie różnic się od pozostałych ani stanem technicznym ani urodą.

A teraz zdjęcia TYCH SAMYCH BUDYNKÓW po odnowieniu - bez częstochowskiego, bowiem lokalni burzymurkowie nie dają mu szans. Metamorfoza jest nieprawdopodobna i stawia w zupełnie innym świetle potencjał skazanego na zagładę budynku przy Warszawskiej:

Na koniec: kamieniczkę częstochowską z niemieckimi z Goerlitz (bo z tego miasta pochodzą pozostałe fotografie) łączy to, że stoją na STARYM MIEŚCIE. I, że u nas jak i u nich dziedzictwo epoki komunizmu nie przedstawia(ło) się dobrze. Tyle, że tam remontują a my psujemy dalej.

Nawet jeśli domu przy Warszawskiej nie da się uratować, to powinno pozostać miejsce pod nowy - taki sam, bądź inny. Bezsensowne poszerzenie skrzyżowania oznacza zmianę układu przestrzennego. A co za tym idzie: uniemożliwienie odnowy staromiejskiej dzielnicy w przyszłości.

Ulica Garibadiego ma przecież charakter lokalny - nie musi być wcale poszerzana, bo nie ma komunikacyjnego znaczenia (w skali miasta rzecz jasna). A jeśli nią jeżdżą autobusy, to tylko tymczasowo, aż wygasną alejowe ograniczenia.

Utyskujemy na Puchatka, nie pasującego do Starego Rynku i Warszawskiej a kawałek dalej fundujemy - przez brak zrozumienia i krótkowzroczność - kolejny klops: szczerbate skrzyżowanie.

Póki dom stoi nie jest jeszcze za późno. Może ktoś w ostatniej chwili się obudzi i zatrzyma tę bezsensowną machinę?

 
1 , 2

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy