Parkowanie

wtorek, 25 sierpnia 2015

Dobrym pomysłem drogowców jest wybrukowanie stanowisk postojowych na wąskim, staromiejskim odcinku ul. Krakowskiej (między ul. Strażacką a pl. Daszyńskiego). Odpadnie odnawianie oznakowania poziomego a nawierzchnia nie będzie się deformować od stojących samochodów - jak wcześniej, gdy była asfaltowa. No inie będzie wątpliwości, gdzie i jak stawiać auto.

GS150824_02Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

GS150824_04Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

Tę niewielką i w sumie niespodziewaną inwestycję spowodowała niedawna wymiana podziemnych instalacji. Kamień - łamany na miejsca postojowe i kostka na wjazdy do bram - wydaje mi się, że pochodzi z odzysku z budowy innych ulic, m.in. Nadrzecznej.

GS150824_01Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

W ogóle układ ulic w tym rejonie wyszedł naszym drogowcom. Uważam, że wytyczenie ronda przed kościołem św. Zygmunta i przełożenie całego ruchu (w obu kierunkach) na północną stronę pl. Daszyńskiego, było dobrym pomysłem. Który się sprawdza. Piesi dostali dodatkowe przejście po zachodniej stronie ronda - więc łatwiej przejść z jednej strony placu na drugą. Zyskiem kierowców jest większa liczba miejsc postojowych. Może tylko szkoda, że nie zostały one wybrukowane takim kamieniem jak na Krakowskiej - na placu zastosowano mało "porywającą" kostkę betonową. No, cóż, pewnie, gdy to robiono nie było pod ręką materiału z odzysku...

Można by jeszcze pomyśleć o oddzieleniu uliczki "parkingowej" od chodnika przylegającego do południowej pierzei jakimiś estetycznymi słupkami (szarymi, broń Boże w barwach narodowych). Zauważyłem, że kierowcy starym zwyczajem lubią tu wjeżdżać na trotuar, mimo, iż na oficjalnym parkingu jest gdzie stanąć. Czy chodzi o to, że na chodniku można się wykpić z opłaty parkingowej?

PS O ile MZDiT trzeba chwalić za zgrabne przeorganizowanie (i to tanim kosztem) pl. Daszyńskiego, to nie zmieniam zdania w kwestii komunikacji publicznej: sposób ułożenia linii autobusowych w tym rejonie miasta wygląda wręcz na dywersję. Pisałem o tym już kilkakrotnie (teksty można znaleźć w dziale "Autobusy")

czwartek, 13 sierpnia 2015

MZDiT wymalował kilka dni temu pasy do parkowania na chodniku po wschodniej stronie ul. Dąbrowskiego. Ta godna pochwały inicjatywa nie spotkała się niestety ze zrozumieniem u części kierowców. Oto fotograficzny efekt środowego spaceru:

DSC_0589

Spójrzmy na to samo miejsce i te same auta z innej perspektywy. I co widzimy?

DSC_0590

Kierowcy czerwonego opla i czarnego mercedesa zaparkowali na ukos zamiast równolegle bynajmniej nie z braku miejsca czy przymuszenia przez sytuację. Są więc kiepsko wyszkolonymi szoferami bądź też ze współczesnymi odpowiednikami "Pawła i Gawła" z bajki Aleksandra Fredry (1793–1876). Albo też z jednym i drugim, czyli żenujący brak umiejętności łączy się z nie liczeniem się z innymi - byle tylko im było wygodnie. Przecież to takie polskie...

Nie potrafiących jeździć jest niestety więcej niż mniej, bo parę metrów dalej...:

DSC_0591

Czy auta byłyby zaparkowane równolegle, czy skośnie - i tak między drzewem a słupem zmieszczą się dwa. Różnica polega tylko (czy aż) na tym, że kierowcy ukradli pieszym ich przestrzeń.

O konieczności parkowania skośnego informuje zresztą nie tylko jasne i czytelne malowanie ale także znak, A tuż za nim widzimy kolejny przykład, że czy skośnie czy równolegle - i tak się zmieści jeden samochód:

DSC_0588

Podobnie jak tutaj:

DSC_0582

Parokrotnie o tych sprawach rozmawiałem w swojej karierze dziennikarskiej z pracownikami MZDiT (choćby III Aleja, gdzie jest podobnie). Na ogół byłem wtedy odsyłany do policji i straży miejskiej. To typowa spychologia. Policjant czy strażnik miejski nie będzie stał na każdym rogu ani w mieście polskim ani belgijskim czy niemieckim.

Jaki z tego morał? Że nie wystarczy znak pionowy. Nie wystarczą linie. Potrzebny jest jeszcze wysoki krawężnik (naprzeciw sądu, gdzie krawężnik jest, rzadziej parkują źle), betonowe czy granitowe kule, półkule albo sześciany (jak na Waszyngtona). Ewentualnie słupki - choć niekoniecznie w barwach narodowych, do których przywiązani są patrioci-drogowcy a które urody ulicy nie przydają. Lepsze byłyby szare. Ale coś być musi, skoro "taki mamy klimat".

Na pociechę (także swoją) dodam, że i pod innymi szerokościami geograficznymi aura jest podobna, skoro słupki chroniące chodniki przed kierowcami są typowym elementem choćby Paryża.

 

środa, 29 lipca 2015

Po dość długiej ciszy na blogu - spowodowanej urlopem oraz objęciem nowych obowiązków redakcyjnych - przedstawiam do dyskusji dwa zdjęcia tego samego miejsca. Pokazują one na jakim etapie cywilizacyjnego rozwoju jesteśmy my Polacy i konkretnie częstochowianie.

sadskwerTak było

sadparkingczbTak jest

W zachodniej Europie sekwencja byłaby dokładnie odwrotna. Bo tam od dwóch-trzech dekad miasta odzyskują swe przestrzenie publiczne, tymczasem my, prowincjusze, cieszymy się z takich posunięć, jak całkiem niedawna - raptem przed paru laty - zamiana skwerku przed sądem na parking. Wszak deficyt miejsc parkingowych jest ogromny, zwłaszcza w tym rejonie...

To pokazuje, że mentalnie jesteśmy gdzieś w europejskich latach 50.-60., czyli opóźnieni w rozwoju o jakieś pół wieku. Bo dziś w zachodniej Europie priorytety są inne i samochód i jego kierowca nie są już w centrum uwagi.

I na koniec o paradoksie: czy stworzenie dodatkowych miejsc postojowych rozwiązało problem z parkowaniem przy sądzie? Wcale nie, jak był z tym kłopot tym jest nadal. Bo zachęcono kolejne osoby, by mając sprawę w sądzie, podjechały autem a nie doszły pieszo czy skorzystały z transportu publicznego. Do którego nota bene władze Częstochowy sukcesywnie zniechęcają, że wspomnę ograniczanie częstotliwości tramwajów, brak priorytetów na skrzyżowaniach czy demontaż systemu autobusowego w centrum poprzez wycofanie linii z Alej na jego opłotki oraz utrudnienie przesiadek.

Nic więc dziwnego, że przy takiej polityce samochodów w przeliczeniu na mieszkańca w Częstochowie jest więcej niż w Berlinie. W efekcie ulice mamy bardziej zatłoczone a miasto brzydsze zamiast ładniejszego (beton parkingu zamiast zieleń skweru).

 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Na ul. Racławickiej między ul. Kossak-Szczuckiej a Żwirki i Wigury wyznaczono naprzemiennie - raz po jednej a raz po drugiej stronie - miejsca do parkowania. Do tej pory obowiązywał tu zakaz postoju.


Inżynierowie ruchu z MZDiT słusznie doszli do wniosku, że nic nie stoi na przeszkodzie, by na niezbyt ruchliwej Racławickiej pozwolić na parkowanie na jezdni. Posunięcie to przynosi przy tym więcej korzyści niż tylko zwiększenie liczby miejsc postojowych w centrum:

* wyrzucono samochody z chodnika - MZDiT zadziałało bowiem dwutorowo (wielkie brawa!) i zezwalając na postój na jezdni uniemożliwiło zarazem wjeżdżać na tę część przestrzeni ulicznej, która należy się pieszym. Wprawdzie bogaty zestaw biało-czerwonych słupków może co niektórych razić, ale lepsze paliki niż auta na chodniku. Zwłaszcza w sytuacji, gdy jest mnóstwo miejsca na jezdni:


* uspokojono ruch na Racławickiej - niektórzy kierowcy z premedytacją traktowali długą prostą jak tor wyścigowy. Inni cisnęli na gaz bezwiednie, widząc stosunkowo szeroką i pustawą jezdnię. Jej optyczne zwężenie liniami oznaczającymi miejsca do parkowania plus usytuowanie tych miejsc naprzemiennie po prawej i lewej stronie jezdni wyraźnie ostudziło temperament kierowców.

Ktoś ze znajomych powiedział mi, że teraz jest wąsko i ciężko będzie - jak na Jasnogórskiej czy Szymanowskiego - się minąć. To prawda, ale nie demonizujmy: Racławicka jest zwykłą miejską ulicą nie zaliczaną do głównych ciągów i w wielu innych miastach zaliczona zostałaby do strefy Tempo30. Konieczność przepuszczanie auta z przeciwka nie jest w takiej sytuacji wielkim problemem.


Jednocześnie warto się zastanowić - i wiem, że MZDiT to robi - czy Racławicką nie zrobić jednokierunkową ze wschodu na zachód zaś Jasnogórską odwrotnie: od Żwirki i Wigury do Dąbrowskiego.

Dzięki temu na Racławickiej powstałoby jeszcze parę dodatkowych stanowisk (przy restauracji Sheherezada), podobnie jak na Jasnogórskiej (bliżej Dąbrowskiego). Oczywiście na jezdni, przy krawężniku - dziś kierowcy rozjeżdżają tu trawniki. Nie dość, że niszcząc publiczne mienie to nie wykupując biletów parkingowych:


Wyrzucanie samochodów z chodników i trawników na jezdnie to pozytywne zjawisko - niestety w Częstochowie wciąż rzadkie. Potrzeby zmotoryzowanych, tak związane z jazdą jak i parkowaniem, powinny być zaspokajane zasadniczo tylko na jezdni. A na chodnikach wyjątkowo. W Polsce te proporcje są dokładnie odwrócone i chodniki - wbrew nazwie - wcale nie służą do chodzenia tylko do rozjeżdżania.

Jest jeszcze w Częstochowie wiele ulic na których bez straty dla sprawności przejazdu za to z korzyścią tak dla pieszych jak i bezpieczeństwa, parkowanie można przenieść z trotuarów na chodnik. Ale o którymś w którymś z kolejnych wpisów.

 

wtorek, 22 kwietnia 2014

"W załączeniu przesyłam kilka zdjęć wykonanych podczas spaceru po Alejach. Czy w naszym mieście istnieją służby odpowiedzialne za utrzymanie porządku na ulicach, bo ilość aut parkowanych w nieprzepisowych miejscach poraża? Zdjęcia były wykonane podczas 20-minutowego spaceru". Tak napisał do mnie Czytelnik o pseudonimie "Obserwator". A oto rzeczone zdjęcia z moim komentarzem:

1. Cwaniactwo taksówkarzy. Parkowanie na "przecince" nie jest ich jedynym grzechem. Uwielbiają skracać sobie drogę przejeżdżając między jezdniami w miejscach do tego nieprzewidzianych. Wiem, że mogą tłumaczyć się - jak i inni kierowcy robiący to samo - trudnością w odróżnieniu przejazdu legalnego od nielegalnego. I w tym wypadku mają rację (wiele osób zgłasza ten problem); zapewne przed mandatem by się wybronili. Ale mają też mniej niewinne zwyczaje: ruszając z postoju przy Bliklem a chcąc pojechać w stronę Jasnej Góry - zamiast okrążyć pl. Biegańskiego - pchają się przez przejście i chodnik w osi ulic Dąbrowskiego i Nowowiejskiego. Podobnie robią ruszając z postoju przy Cepelii: zawracają tuż przed skrzyżowaniem z Pułaskiego-Popiełuszki.

Wracając do rzeczywistych problemów z odróżnieniem przecinek do zawracania od tych do przechodzenia. MZDiT jest wybitnie odporny na apele, by wbić w miejscach nielegalnego zawracania słupki. Parokrotnie pisałem o tym w "Wyborczej". Oficjalne tłumaczenie to problem z... odśnieżaniem. Co ciekawe, ten argument nie zadziałał w II i I Alei, gdzie słupki wbito, zostawiwszy - i słusznie - do zawracania przecinkę najbliższą pl. Biegańskiego.

2. Wcisnę się... Takich "wciskaczy" jest pełno. I doskonale wiedzą, że ujdzie im to bezkarnie, bo - jak zauważa "Obserwator" - nikt ze służb porządkowych nie zwraca na to uwagi. Dla porządku przypomnę: w strefie zamieszkania (a tak oznaczono III Aleję) parkowanie dozwolone jest wyłącznie na miejscach wyznaczonych.

3. Parkowanie na zakazie. Codzienny obrazek w tym miejscu, czyli na tyłach ratusza. I kompletny brak reakcji policji i straży miejskiej. Ale tu nasuwa mi się uwaga: czy oby na pewno zakaz jest tu potrzebny? Stojące samochody nikomu na ul. Szymanowskiego nie przeszkadzają, nawet autobusom. Dobrze by było więc zweryfikować oznakowanie i tu dopuścić postój (co nie usprawiedliwia w tej chwili łamiących kodeks drogowy).

4. Parkowanie byle jak. A to już zdjęcie redakcyjnego fotoreportera. Auta stoją w miejscu przeznaczonym na postój, tyle, że pod znakiem "P" jest tabliczka nakazująca parkowanie równoległe. Kierowcy kompletnie przestali zwracać uwagę na to, jak winni ustawić swe auto i bezczelnie kradną przestrzeń pieszym. W proceder zamieszane są służby mundurowe (policja, straż miejska) - bo nie zwracają uwagi na ten rodzaj przewinienia, a także drogowcy - którzy mogliby skuteczniej porozstawiać donice, kosze i słupki, wymuszając na kierowcach właściwe zachowanie.

I tyle obrazków z Alej. Nawet na pryncypialnej, najważniejszej w mieście ulicy władzom Częstochowy nie udaje się zaprowadzić porządku - dlaczego? Stawiam tezę, że nie widzą w tym problemu. I to jest najbardziej smutne.

czwartek, 06 lutego 2014

Parę dobrych lat temu na ul. Michałowskiego, w parterowym budyneczku, zaczęły działać sklepiki. Konsekwencją tego stała się potrzeba zatrzymania i zaparkowania auta. Jak to u nas bywa, część szoferów niepomnych na istnienie zieleńca oddzielającego jezdnię od chodnika, zaczęła go rozjeżdżać.

Niszczenie przyulicznej zieleni trzeba piętnować, ale w tym akurat przypadku miejsce na zrobienie kilku stanowisk postojowych było. I dobrze się stało, że MZDiT usankcjonował dziki parking stawiając odpowiednie znaki:

Na zawłaszczanie przez kierowców trawników trzeba szybko reagować - ale i elastycznie: analizując, czy w danym miejscu wbić pachołki, choćby drewniane, jak to zrobiono na ul. Kilińskiego koło stadionu Budowlanych (pisałem o tym tutaj), czy też stworzyć miejsca parkingowe, jeśli się da (na Kilińskiego proponowałem wyznaczanie postoju wzdłuż lewego krawężnika, bo na tym odcinku jeden pas ruchu wystarczy, a kierowcy przestaliby rozjeżdżać trawniki po prawej dla odmiany stronie tudzież stawać na drodze rowerowej).

Wracając do ul. Michałowskiego: parkowanie można było usankcjonować, więc brawo dla MZDiT.

Pozostaje mieć tylko nadzieję (zapewne płonną gdy zna się realia częstochowskiej ulicy) - że parkujący tu kierowcy nie wykażą się chamstwem / bezmyślnością / brakiem umiejętności*. I, że zastosują się, jak widoczne na zdjęciu auta, do znaku nakazującego ustawianie pojazdu równolegle do jezdni. A nie na skos z zastawieniem ciągu pieszo-rowerowego, co się tu permanentnie zdarzało przed ustawieniem znaku „parking”.

* niepotrzebne skreślić

czwartek, 12 grudnia 2013

Kilka tygodni funkcjonowania ronda przed kościołem św. Zygmunta pozwala na ocenę tego pomysłu. Przypomnę: prócz ronda nowością jest ruch w obu kierunkach północną jezdnią placu Daszyńskiego i przeznaczenie południowej na parking.

Jeździ się bardzo dobrze, moim zdaniem lepiej niż przed remontem. Oczywiście nie można mówić, iż jest to rozwiązanie docelowe, gdyż plac wymaga przearanżowania - ale na 10 czy 15 lat starczy. A wcześniej gruntownej modernizacji tego miejsca raczej się nie spodziewam.

Dlatego chcę pochwalić ludzi z MZDiT za pomysł z rondem. A także za - już w trakcie prac - dołożenie grosza, by zrobić też chodniki oraz fragment środkowego pasażu pomiędzy I Aleją a wyspą na placu z pomnikiem Jana Pawła II. Dobrze też, ze zaakceptowano sugestię wykonawcy, by miejsca parkingowe wyłożyć kostką a nie wylać asfaltem.

Jak wiadomo, błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. I tak jest w tym wypadku, choć usterka nie jest duża a przede wszystkim do łatwego naprawienia. Zwrócił na nią uwagę Czytelnik, Jarosław Podsiedlik: „Przechodząc przez pl. Daszyńskiego postanowiłem skorzystać z nowych chodników i przejść dla pieszych. I tradycyjnie ZONK” - napisał:

(Fot. Jarosław Podsiedlik)

Stanowiska postojowe usytuowano na wprost chodnika. Żeby ominąć auta trzeba wydeptać trawę (jeszcze nie urosła i w tej sytuacji nie urośnie).

Żeby nie było wątpliwości - obniżone krawężniki świadczą o przeznaczeniu tego miejsca dla pieszych:

(Fot. Jarosław Podsiedlik)

„Moim zdaniem - kontynuuje Czytelnik - wystarczy przesunąć miejsca parkingowe do przodu (na zdjęciu: w prawo):

(Fot. Jarosław Podsiedlik)

Nic dodać, nic ująć.

piątek, 15 listopada 2013

Trwa odbudowa chodników na ul. Dąbrowskiego i w jej ramach drogowcy sprawiają niespodziankę pieszym: wygradzają trotuar słupkami:

 

Dzięki temu chodnikiem będzie się dało wreszcie NORMALNIE przejść. Bo jak to wyglądało przed remontem, każdy pamięta. A jak nie - przypominam na zdjęciach: dwie osoby nie miały szans iść obok siebie a wyprzedzenie wolno idącej osoby stanowiło kłopot:


Do pełnego szczęścia brakuje bardziej gustownego modelu słupka, albo chociaż w kolorze popielatym (szarym) a nie biało-czerwonym. I oczywiście drzew - były tu kiedyś i jest teraz na nie miejsce!

Wiem, że wiele osób zacznie krzyczeć: „nie ma gdzie zaparkować”. Takie stwierdzenie to według mnie szantaż części zmotoryzowanych wobec wszystkich obywateli. Ulica ma być dla wszystkich, nie tylko dla kierowców i chodniki muszą mieć odpowiednią do potrzeb szerokość.

W Europie problem ”parkować na chodniku czy nie” w ogóle nie istnieje z prozaicznego powodu: wszędzie - poza Polską - do parkowania służy nie trotuar lecz jezdnia. Dyskutowano by więc, owszem - ale o tym, czy na takiej ulicy jak Dąbrowskiego mają być dwa pasy ruchu, czy też może jeden z nich przeznaczyć na parkowanie bądź na buspas.

A może takie pytanie rzeczywiście warto zadać w Częstochowie?

Przypominam zarazem, że na przeciwległym, znacznie szerszym, wschodnim  chodniku parkowanie jest nadal dozwolone. Ale i tu kierowcy regularnie nadużywają swojego prawa, stawiając samochody nie równolegle do krawężnika lecz na skos - kradnąc miejsce pieszym. Ciekawe czy i temu drogowcy zaradzą?



PS Co zrobić wobec deficytu miejsc parkingowych? Zostawić auto gdzieś dalej i się przejść (teraz wreszcie się da). Czyli tak jak to robią mieszkańcy europejskich miast. Tam są podziemne parkingi - ktoś powie. Tak, tylko, że od nich też trzeba się przespacerować, i to niekiedy całkiem daleko, do celu podróży. I nikt nie robi z tego ”halo”.

wtorek, 22 października 2013

Po wpisie o parkowaniu na trawnikach przed politechniką (czytaj tutaj) jedna z Czytelniczek zwróciła mi uwagę na wyremontowaną ul. Kilińskiego: „jezdnia jest bez zarzutu, ale za przeproszeniem jakiś dureń-projektant zlikwidował miejsca zwyczajowo używane przez studentów jako parking: chodzi o lewą stronę, wzdłuż stadionów. Efekt jest taki, że auta stoją i będą stały a posianie tydzień temu nowej trawy (w czym uczestniczyło osiem osób i dwa samochody) było syzyfową i niepotrzebną pracą. Kosztami należałoby obciążyć projektanta”.

Tak wyglądała ul. Kilińskiego przed remontem:


 A tak teraz:

Zgoda, robota bez sensu, auta po lewej stronie mogłyby parkować bo i tak nie ma tam chodnika. A miejsca postojowe bardzo by się przydałyby wobec ich deficytu w rejonie uczelni (choć nie wierzę, by na rozjeżdżających trawniki koło wydziałów elektrycznego i inżynierii mechanicznej Politechniki przyszło opamiętanie - dla ludzi bez kultury ul. Kilińskiego będzie za daleko).

A gdyby tak... W Polsce mamy zakodowane, że parkujące auta trzeba zepchnąć z jezdni. Czy trzeba czy nie trzeba wszyscy - sam się na tym łapię - mamy tendencję do wjechania choćby dwoma kołami na trotuar. Z tym ekscentrycznym zwyczajem stanowimy europejski dziwoląg: w żadnym innym kraju nie parkuje się na chodnikach! Jak sama nazwa wskazuje - one służą do chodzenia zaś do zaspokajania potrzeb kierowców przeznaczone są jezdnie. I to na nich wyznacza się w miastach europejskich stanowiska postojowe (ewentualnie, choć rzadko, tworzy się zatoki).

Wracając do ul. Kilińskiego: w rejonie uczelni nie jest wcale ruchliwa. Dwa pasy są tam praktycznie tylko po to, żeby zachęcać kierowców do niepotrzebnego - bo związanego z przekroczeniem dopuszczalnej prędkości - wyprzedzania. Można by więc bez problemu wyznaczyć stanowiska postojowe na jezdni przy lewym krawężniku, równoległe do niego (między ul. Dembińskiego a kaplicą akademicką).

(Parkowanie przy lewym krawężniku na również jednokierunkowej ul. Katedralnej. Do jazdy pozostaje dość miejsca, by swobodnie poruszały się nawet autobusy - a obecnie kursuje tu parę linii)

Zyskałoby na tym bezpieczeństwo: miasta to nie autostrady i powinno się po nich jeździć nie szybciej niż 50 km/h (z wyjątkiem tras obwodowych, tak jak na naszej al. Wojska Polskiego). Tak jest w całej Europie i nikt z tym standardem - z wyjątkiem naszych rodaków - nie polemizuje.

Może też kierowcy przestaliby parkować na ul. Kilińskiego na drodze rowerowej, bo faktycznie - chcąc odwiedzić któryś z punktów usługowych po prawej stronie - nie mają gdzie zostawić auta.

wtorek, 15 października 2013

Gdy przed rokiem w ,,Gazecie Wyborczej'' zamieściłem zdjęcia samochodów parkujących na trawniku przed AJD (zobacz tutaj i tutaj) - uczelnia zapałała świętym oburzeniem. Nie, nie na kierowców-wandali lecz na ,,Wyborczą'', która podważa z trudem budowaną renomę uczelni starającej się o status uniwersytecki. A napisałem, zgodnie z prawdą, że właściciele sfotografowanych aut rekrutują się spośród pracowników AJD oraz studentów. I, że wyższe wykształcenie bądź aspiracja by je uzyskać nie przekłada się wcale na kulturę osobistą. ,,Pod Politechniką też stoją a Pan się czepia akurat nas'' - stwierdził z wyrzutem jeden z pracowników uczelni.

Różnica była taka, iż pod AJD dewastowany był trawnik miejski (czyli koszty ewentualnej rekultywacji ponosimy wszyscy) a pod Politechniką - zieleńce należące do uczelni (to ona na tym traci). Niemniej oba te miejsca mają charakter publiczny, stanowią też ważną wizytówkę Częstochowy - dlatego spieszę nadrobić zaległości wykorzystując uruchomienie bloga 42200.blox.pl.

Zdjęcia pod Politechniką Częstochowską zrobiłem 9 października o godz. 10.30-11:

,,Nie było gdzie zaparkować'', ,,Ja tylko na chwilę'', ,,Niech najpierw zbudują parkingi a potem karzą'', ,,Płacę podatki więc wymagam, by zapewniono mi miejsce postojowe a skoro tego nie zrobiono...''. Tak najczęściej tłumaczą się zmotoryzowani wandale, usiłując przykryć brak kultury osobistej i pogardę dla mienia wspólnego.

Oczywiście miejsc postojowych brakuje - nie da się temu zaprzeczyć. Tylko co ma piernik do wiatraka? Czy to znaczy, że skoro nie ma przy chodniku kosza na śmieci to mogę wyrzuć papierek pod nogi? Albo jeśli nie stać mnie na wymarzony samochód to mam prawo go ukraść? Parkowanie na trawniku to też kradzież: przestrzeni publicznej. I pieniędzy, które mogły by być wykorzystane na lepszy cel niż rekultywacja zieleni. Parkowanie poza wyznaczonymi do tego miejscami jest zwykłym brakiem poszanowania prawa, nie do pomyślenia w cywilizowanym społeczeństwie.

Już słyszę kontratak: ,,W cywilizowanym krajach to są wielopoziomowe parkingi''. Tak, ale tam też nie da się podjechać pod każde drzwi i spacer jest zawsze wliczony w podróż własnym autem. Część rodaków, wciąż zapatrzona w samochód jak w bóstwo, zdaje się tego po prostu nie rozumieć.

No, ale załóżmy hipotetycznie: Politechnika stawia podziemny garaż między aulą wydziału zarządzania a gmachem wydziału inżynierii mechanicznej i informatyki. I co, sądzicie, że kierowcy karnie zaparkują w odległości 5 minut spaceru od wydziałów elektrycznego i inżynierii procesowej -  skoro dziś nie mają obiekcji by wjechać na trawnik bo nie chce im się poszukać miejsca nieco dalej od drzwi wejściowych (ja znalazłem a też przyjechałem autem)?

Nie bądźmy naiwni. Cham pozostanie chamem.

Tomasz Haładyj
Od marca 2015 r. redaktor naczelny częstochowskiej redakcji "Gazety Wyborczej".
Od 1991 r. jej dziennikarz, specjalizujący się w tematyce komunikacyjnej. Pisze też
o architekturze i urbanistyce. Pasjonat historii.
Współautor „Spacerownika
po Częstochowie”, napisał „Opowieść o częstochowskich tramwajach”. Laureat nagrody Silesia Press
za głośny raport
o dworcach kolejowych.
Pochodzi z Białegostoku.
Z wykształcenia jest ekonomistą transportu, ukończył warszawską
Szkołę Główną Handlową.


Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej

Rozkład jazdy